20 września 2019

Yankee Candle Vanilla


Hej Dziewczyny :)

Dziś chcę napisać kilka słów o jednym z moich ulubionych wosków Yankee Candle, czyli zapachu Vanilla. To po prostu waniliowy zapach, o średnim natężeniu. 
Na pewno spodoba się fankom słodkich jedzeniowych zapachów, ale ponieważ jest to wanilia solo, to jest to dość uniwersalny zapach. Nie zbyt natarczywy i jeśli zachowamy umiar w paleniu, to nie powinien nikogo przyprawić o ból głowy. 
Odpalony pachnie dużo intensywniej niż "sucha" świeczka. Ze względu na słaby zapach przed zapaleniem nie nadaje się wg mnie jako odświeżacz do szafek i szaf, a ja tak lubię traktować woski i świeczki.
Ta wersja wydaje mi się dobrą opcją na prezent, dla kogoś mniej znanego, bo jest taka "nijaka" w pozytywnym sensie. ;) To po prostu delikatna wanilia, beż żadnych dodatków, czy przesłodzenia.

Lubicie takie jedzeniowe zapachy?

14 września 2019

Zupełnie nie na temat

Hej Dziewczyny :)

Dziś tak zupełnie nie na temat kosmetyczny. Założyłam kilka dni temu kanał na Youtube, o tematyce niekosmetycznej, a "true crime". Jeśli ktoś lubi takie kryminalne tematy, to zapraszam :) Na razie wrzuciłam dwa dni temu pierwszy dość krótki podcast, ale dopiero się rozkręcam  link do kanału.


Obiecuję zbyt dużo o tym nie spamowć, ale chciałam wrzucić tutaj taką informację, bo to coś innego niż robiłam do tej pory, więc w tym momencie jestem bardzo w to wkręcona i pełna zapału do pracy. Od chyba zawsze interesowały mnie takie sprawy prawdziwych zbrodni, bo życie nie raz pisze ciekawsze scenariusze, niż posiada najlepszy film.
Wiem, że to nie jest temat, który każdego zainteresuje, więc nie namawiam, ale zachęcam tych, którzy lubią takie sprawy i zapraszam na mój pierwszy film.


13 września 2019

Chwila dla włosów



Hej Dziewczyny :)

Dosłownie lata już chyba nie było u mnie na blogu posta włosowego. Pora to zmienić. Od ostatnich wpisów trochę się moje włosy zmieniły, np kiedyś zupełnie nie tolerowały oleju koksowego, teraz dalej po nim nie jest super, ale nie ma już tragedii, jaka była wcześniej.

Ostatnio kombinuję z różnymi połączeniami produktów, bo sporo mi się ich nazbierało i po prostu chcę wyrzucić/zużyć do innych celów, te które się u mnie nie sprawdzają i ostatni raz wypróbować je trochę inaczej, żeby sprawdzić, czy na pewno jest tak "źle".


Nie nakładałam przed myciem żadnej maski, ani oleju, bo chciałam po raz ostatni wypróbować maskę i szampon. Maska nadmiernie obciążała, a szampon trochę zbyt mocno przesuszał końcówki, ale jednocześnie bardzo przedłużał świeżość moich włosów, więc zależało mi na tym, żeby go móc używać.

Najpierw umyłam włosy szamponem Kerasys
Wygodne opakowanie  z pompką, szampon ma konsystencje bardzo gęstą i biało-perłowy kolor. Jest reklamowany na opakowaniu, jako wyjątkowo pięknie pachnący. Pachnie, no pachnie, ale mnie to nie zachwyciło. Jest to faktycznie ładny zapach, taki perfumeryjny, ale nie ma żadnego wow, którego można byłoby się spodziewać po takich obietnicach na opakowaniu i z każdej innej marki jestem w stanie wskazać przynajmniej jeden zapach szamponu, którego uwielbiam bardziej. Zapach tego szamponu jest dość lekki i nie zostaje na włosach, nie jest to najważniejsza kwestia w przypadku szamponu, ale skoro jest o tym na większej części etykietki, to muszę poruszyć ten temat.
Szampon bardzo dobrze się pieni i jest dość "agresywny" w stosunku do moich włosów, albo raczej któryś składnik im nie służy. Jeśli chodzi o skalp to tutaj działanie jest dla mnie super, oczyszcza  bardzo dobrze i skóra wolniej się przetłuszcza, tak, że mam włosy dłużej świeże o cały dodatkowy dzień, dla mnie to super wynik. Niestety dość trudno po nim rozczesać włosy i moje końcówki są po nim spuszone i ogólnie nie wyglądają najlepiej, jak są w stanie. Dlatego pomyślałam, że połączę je z maską, która jest obecnie dla moich włosów zbyt obciążająca i zbyt bogata.

Biovax intensywnie regenerująca maska opuncja i mango

Uwielbiam maski Biovax, ta pachnie identycznie jak farby L'Oreal Paris Casting Creme Gloss, które używałam przez całe liceum i na początku studiów i do których zapachu mam mega sentyment. Tzn, farba chyba sama tak nie pachniała, tylko odżywka do niej dołączona, niemniej to identyczny dla mojego nosa zapach. Teraz od lat nie farbuję włosów i noszę naturalny kolor, ale jakbym miała wrócić do farbowania, to do tamtych produktów, bo dobrze je wspominam.  Ze względu na to, że w włosów nie farbuję, a stylizuję nie jakoś bardzo regularnie, to nie są bardzo przesuszone i ta maska okazała się dla mnich zbyt obciążająca. Sprawdzi się lepiej na bardzo suchych włosach, może po np intensywnym rozjaśnianiu. Jest też dość trudna do spłukania i należy ją zmywać bardzo długo i dokładnie, bo zdarzyło mi się podczas testowania jej, że włosy nadawały się tylko do warkocza.




Bioelixire silk serum
Zawsze staram się pamiętać o zabezpieczaniu końcówek, sera tej maski się u mnie sprawdzają i lubię ich buteleczki, chociaż niektórzy narzekają, że mają zbyt duże otwory do aplikowania produktu.




Po wszystkim włosy nie wyglądały bardzo źle, chociaż, ja je znam i wiem, że nie wyglądały, a raczej nie były w dotyku takie, jak lubię najbardziej. Szampon jednak musi powędrować do zużycia, jako produkt do prania ręcznego, bo jednak zbyt mocno plącze włosy i zwłaszcza przy skalpie musiałam je rozplątywać powoli palcami. Maskę udało mi się dobrze spłukać, ale i tak wolę tę jaśniejszą, tradycyjną wersję do włosów suchych i zniszczonych, więc zużyję tę do maskowania włosów przed myciem. Serum Bioelixire, jak zawsze było OK, tylko ze strachu przed szamponem nałożyłam ciut zbyt dużo, przez co jak widać poniżej miały ochotę strączkować, ale to już mój błąd :D


Miałyście, któryś z tych kosmetyków, sprawdził się na Waszych włosach?


12 września 2019

Estee Lauder płynna pomadka Pure Color Envy Liquid Matte 304 Quiet Riot


Hej Dziewczyny :)

Dziś pora na recenzję pomadki w płynie Estee Lauder w kolorze takiej bardzo wampirzej chłodnej czerwieni. Kolor jest naprawdę zjawiskowy i niesamowicie optycznie wybiela zęby.


Opakowanie jest typowe dla płynnych pomadek i dość proste. Aplikator nakłada dużą ilość produktu, wystarczy jedno zanurzenie, żeby pomalować całe usta. Pędzelek nie jest zbyt precyzyjny i konieczne jest użycie konturówki, lub po prostu pędzelka do makijażu ust. 


Kolor trzeba nakładać starannie, bo ma tendencję do prześwitów, ale to może być kwestia tego odcienia, bo miałam podobne innych marek i zawsze najbardziej miały do tego skłonności. Ma delikatną konsystencję, nie jest tłusta, ani bardzo wysuszająca, nie wiem dlaczego, ale przypomina mi po prostu farbkę do malowania. Pokrywa usta satynowym kolorem, który po dłuższej chwili zamienia się w mat. Wysychanie pomadki trwa dłuższą chwilkę. Dopóki całkowicie nie zastygnie, jest bardzo podatna na rozcieranie, po jakimś czasie jest dość trwała, ale wciąż nie zupełnie nietransferująca, tak jak np. pomadki Maybelline. Za to jest zupełnie niewyczuwalna na ustach i nie wysusza nawet jeśli nie były do końca idealnie wypielęgnowane.

 

Nie przetrwa zjedzenia czegokolwiek, to ciemny kolor, więc trochę zjedzona wygląda bardzo nieestetycznie i raczej polecam ją na spacer/do kina niż na obiad czy kolację, bo nie ma sensu stresować się wyglądem naszych ust. Pachnie dość intensywnie, trochę perfumeryjnie.

Skład:



Na pewno będą z niej osoby, którym podoba się matowe wykończenie na ustach, ale nie lubią czuć pomadki, albo mają bardzo podatne wargi na wysuszenie.



Jeśli właśnie tego szukacie, a chcielibyście coś tańszego to identyczny efekt takiego nie wysuszającego i nietrwałego matu dają pomadki w płynie Avon, też pięknie pachną i kosztują w promocji około 20 zł. Tutaj recenzja takiej pomadki.
Nie porównuję tych produktów, bo to zupełnie inna pólka cenowa, ale zachowują się wg mnie bardzo podobnie. Ja ogólnie wolę te trwalsze, zwłaszcza ciemne kolory, ale ten jest tak ładny, że i tak mnie zachwycił.


Na zdjęciu wrzuciłam też zdjęcie konturówki z zestawu, ale ją mogę zrecenzować tylko tak, że ja osobiście nie polecam drogich konturówek. Tak jak droższe pomadki potrafią być lepsze, tak dla mnie te droższe konturówki nie różnią się od tych za 5 zł np z Golden Rose czy Wibo i szkoda przepłacać.


Lubicie takie ciemne kolory?

11 września 2019

AVON Mark pomadka matowa LIQUID LIP

 
Hej Dziewczyny :)

Jakiś czas temu recenzowałam Wam tutaj klik błyszczącą pomadkę Avon, która miała swoje minusy i plusy, ale ogólnie zachwyciła mnie kolorem i wyglądem na ustach. Tym razem pora na jej matową kuzynkę w odcieniu ciemnej, dość ciepłej czerwieni.

Zapach jest budyniowo-nieokreślony podobnie jak w przypadku błyszczącej pomadki. Aplikator pozwala na precyzyjne dozowanie kosmetyku. Pigmentacja jest dobra, nie trzeba wielu pociągnięć i zanurzeń aplikatora w buteleczce, żeby osiągnąć pełne krycie i ładny efekt.

Kosmetyk mam jeszcze ze ShinyBoxa i  trafiła mi się pomadka  w odcieniu Irresistible, który jest dla mnie ciepłą, jesienną czerwienią.



Niestety przyznam, że nie polubiłam się z tym produktem, dla mnie zawsze matowe pomadki równały się świetnej trwałości, zwłaszcza takie ciemne kolory nawet satynowych szminek potrafią utrzymywać się przez kilka godzin. Ta jednak nie grzeszy trwałością. Wystarczy się czegokolwiek napić i zostawia ślad na szklance. Zjada się bardzo nieestetycznie ze środka ust, pozostawiając kolorową obwódkę, co w przypadku ciemniejszego koloru jest bardzo widoczne. Tutaj mamy matowy efekt o trwałości delikatnej szminki.


Powiedziałabym, że to produkt dla osób, które lubią matowy efekt na ustach, ale mają je bardzo suche i podatne na wysuszenia, dla których zazwyczaj matowe szminki są zbyt wysuszające i w zamian za brak tego są gotowe do częstych poprawek. Szminka nie daje uczucia wysychania na ustach, nie ściąga ich, w odczuciu jest „zwyczajna”, ale wygląda matowo. Nie powinna bardzo wysuszać skóry warg. Ma też bardzo bogatą ofertę kolorów. Ja mam dość odporne na wysuszenie usta i znam pomadki, które wytrzymują u mnie cały dzień, nie mam też czasu na poprawki w ciągu dnia, więc produkt nie jest dla mnie. Jednak nie skreślam go,czy nie oceniam zupełnie źle. Spokojnie mogą sięgnąć p tę pomadkę osoby, które w przypadku zwykłych ,matujących pomadek mają po kilku godzinach spierzchnięte usta, w przypadku tej nie powinno być takich nieprzyjemności.Jest delikatna dla ust, za cenę trwałości, jeśli jednak ktoś ma bardziej suche usta z natury, to lepiej częściej poprawiać pomadkę, niż mieć spierzchnięte usta. 

Wolicie matowe, czy bardziej błyszczące wykończenie na ustach?

10 września 2019

Yankee Candles Belgian Waffles


Hej Dziewczyny :)

Gdybym miała opisać wosk Belgian Waffles jednym słowem to byłoby to milutki. Wosk doskonale odpowiada opisowi, jest słodki, nawet bardzo słodkich, ale nie ma dużej mocy zapachowej, tylko powiedziałabym, że średnią, więc pomimo swojej słodyczy, to jeśli ktoś nie lubi bardzo słodkich wosków, to ma szansę i tak go polubić. 


Czuję słodkie wafle z odrobiną wanilii. To taki słodki, grzeczny zapach.
Raczej do niego nie wrócę, bo nie ma w sobie tego czegoś, co sprawiałaby, że jest bardziej wyjątkowy. Jednak na pewno jest sympatyczny i taki bezpieczny np jeśli spodziewamy się gości, bo w nieprzesadzonej ilości raczej każdemu się spodoba.

Znacie ten wosk? Lubicie tego typu zapachy?

9 września 2019

Wibo, Eyebrow Pencil (Kredka do konturowania brwi)




Hej Dziewczyny :)

Dziś recenzja produktu, który nie polecam. Zdecydowanie nie sprawdził się u mnie, zaraz poczytacie dlaczego. Oczywiście recenzja jest subiektywna i to, co mi się nie sprawdziło może kogoś zachwycić. Samą markę Wibo bardzo lubię, mają niezłe tusze i przepiękne rozświetlacze, ich róże są ok, a i konturówki oraz pomadki mają warte polecenia. Jednak ta kredka..., oj zapraszam do przeczytania recenzji.



Nie wiem, być może trafiłam na jakiś wadliwy produkt, ale u mnie ta kredka się wyjątkowo mocno nie sprawdziła.

Ma fajne opakowanie, bo zwiera spiralkę, ciekawy kształt grafitu zapowiadał się obiecująco. Ten kanciasty kształt grafitu narobił mi nadziei na to, że pomimo tego, że kredka jest wysuwana, a nie temperowana, to dzięki tym kantom da się ryzować w miarę cienkie linie imitujące włoski.


Mój mój odcień 2 jest pięknym chłodnym brązem. Jednak kredka nie jest przyjemna w pracy z nią. Mój egzemplarz strasznie się kruszy i zostawia grudki, które trzeba wyczesywać, trudno narysować nią jakąś bardziej precyzyjną linię, a czasami np. przy końcówce brwi byłoby to wskazane.



 Wiele osób chwali te kredki, ale dla mnie są po prostu przeciętne, o wiele bardziej z tanich kredek do brwi lubię np. kredki Hean, które nie kruszą się przy nakładaniu.Pierwszy raz trafiłam na kredkę, która zostawia na włoskach okruszki. Ja się jednak przekonałam, że wolę bardziej twarde kredki do brwi, bo są bezpieczniejsze w obsłudze.

Miałyście tę kredkę? Jestem ciekawa, czy się u Was sprawdziła?



7 września 2019

Mini test kosmetyków Bell



Hej Dziewczyny :)

Uzbierało mi się kilka produktów Bell, więc postanowiłam zrobić im zbiorczy wpis. Ogólnie używałam już całkiem sporo kosmetyków tej marki, poza bohaterami dzisiejszej recenzji i muszę powiedzieć, że zazwyczaj mam dobre zdanie o marce. Często ich kosmetyki mi się sprawdzały i byłam z nic zadowolona, a jeśli nawet okazywały się nie być dla mnie, to raczej był to wynik np. złego wyboru koloru, niż jakości produktu.

Dziś będzie mowa o 3 produktach: żelu do brwi, błyszczyku i kredce do ust.




Kredkę do ust posiadam w kolorze mega intensywnego różu Fuschia to w sumie zgodnie z nazwą kolor fuksjowy,. Kredka jest wykręcana i nie wymaga temperowania. Lubię takie kredki do ust, nie przeszkadza mi brak idealnie ostrego czubka, jaki mamy przy temperowanych produktach, bo szerokość wkładu jest na tyle niewielka, że i tak pozwala na precyzyjne rysowanie konturu. 


Kredka ma bardzo intensywny kolor, jest wyjątkowo trwała. Lubię ją nakładać na całe usta zamiast pomadki, nie wysusza ich, a trwa w niemal niezmienionym stanie nawet do 8 godzin. Oczywiście jeśli w międzyczasie nie jemy czegoś co bardzo zmywa pomadki, tzn wytrzyma zjedzenie kanapki, ale już po obiedzie konieczne będą poprawki. Uważam, że to bardzo dobra konturówka w przyjemnej cenie, bo kosztuje około 10 zł.




Mam żel do brwi w odcieniu 01, który wydaje się fajnym, chłodnym odcieniem brązu.



 
Przy moich brwiach mam wrażanie, że ten produkt tak jakby nic nie robi. Jeśli wiecie, że takie produkty się u Was sprawdzają, to można o wypróbować, ale u mnie się nie sprawdził. Zupełnie go nie widać. Jest praktycznie niewyczuwalny na brwiach, więc nie spodziewałabym się po nim mocnego utrwalania i też go nie zauważyłam. Raczej dla fanek bardzo naturalnych makijaży.




Bell HYPOAllergenic Lip Lacquer Liquid,  nazwijmy produkt po prostu w skrócie błyszczykiem, wg producenta ma łączyć zalety błyszczyku i pomadki, dla mnie to raczej typowy błyszczyk.  Mam ładny nudziakowo beżowy odcień o numerku 01. 


To bardzo piękny kolor, takie lekko kryjące mleczne kolory mają tendencję do zbierania się w załamaniach skóry na wargach, tutaj tego nie zauważyłam, co jest przeogromnym plusem, bo taki efekt zbierania widziałam często na duuuużo droższych produktach, a nie wygląda on ładnie, dy stosujemy produkt solo. Ja nie jestem wielką fanką beżowych błyszczyków, bo potrafią dawać trupi, albo manekinowaty wygląd, ale ten mnie do siebie naprawdę przekonał, ma bardzo ładny odcień, który nie jest zbyt chłodny, ale też nie jest zbyt ciepły przez co nie zażółca optycznie zębów. Bardzo ładnie wygląda również na pomadkach. Lubię o zwłaszcza w połączeniu z intensywnym różem, bo wtedy powstaje bardzo ładny koralowy odcień, którego nie mam w swojej kolekcji produktów do ust, a który jest bardzo letni. Najlepiej chyba o nim świadczy to, że ja nie jestem fanką błyszczyków i wolę pomadki, a ten błyszczyk lubię i używam :)

Tak prezentują się kolory wszystkich produktów od lewej żel do brwi, błyszczyk, kredka.


Miałyście, któryś z tych produktów, lubicie kosmetyki tej marki?

6 września 2019

Kosmetyk, któremu byłam wierna przez całe mijające lato: Hello Nature Masło do ciała olejek kokosowy nawilżenie i naprawa




Hej Dziewczyny :)

Masełko do ciała Hello Nature niedawno zużyłam do samego końca i bardzo fajnie się sprawdziło, więc nie mogłam pominąć go w recenzjach. Masełko ma przepiękny, zgodny z nazwą kokosowy i mega jadalny zapach, powiedziałabym nawet, że to taki kokos z odrobinką wanilii. Jeśli tak jak ja lubicie takie spożywcze zapachy w kosmetykach to będziecie zadowolone.

Masło jest zamknięte w wygodnym słoiczku z ciemnego plastiku. Opakowanie pozwala na wydobycie kosmetyku do ostatniej kropelki, tak więc mamy pewność, że nic się nie zmarnuje.
Słoiczek zakręca się szczelnie, nic się nie wylewa i spokojnie można go włożyć do podróżnej torby.



Bardzo polubiłam konsystencję produktu, jest dość rzadka, to bardziej krem, a może nawet balsam, niż typowe masło. Wchłania się przecudownie i błyskawicznie, bez żadnego mazania się po skórze i potrzeby długiego wsmarowywania. Wystarczy je rozprowadzić po ciele i praktycznie od razu można się ubrać. Świetnie sprawdza się pod samoopalacz, jeśli tak ja, nie lubicie nakładać go na czystą skórę. Świetnie nawilża i nie natłuszcza, nie zostawia żadnej warstewki więc samoopalacz rozprowadza się na nim idealnie.


Masło nie zapycha skóry. Moja skóra jest tak podatna na zapychanie, że po pielęgnacji nieodpowiednimi balsami potrafią mi wyskoczyć drobne niespodzianki na dekolcie i klatce piersiowej, dlatego często muszę je omijać używając balsamu i traktować pielęgnacją do twarzy. Tym masełkiem smarowałam je bardzo regularnie i skóra była w świetnej kondycji.


Ten produkt był bez wątpienia moim ulubieńcem tego lata. Tylko dlatego nie skuszę się na kolejne opakowanie od razu, bo mam trochę zapasów produktów do ciała i rozsądniej będzie je pozużywać.


Jeśli szukacie dobrze pielęgnującego, naturalnego, pięknie pachnącego i nietłustego produktu do ciała, to bardzo polecam to masełko. :)



5 września 2019

Mój ulubiony antyperspirant Fa Fiji Dream





Hej Dziewczyny :)

Przyznam, że nie myślałam, że tak polubię ten produkt. Trafił do mnie w ShinyBoxie i od razu wyznam, że nie sądzę, żebym zwróciła na niego uwagę gdyby nie to. Po odpakowaniu z pudelka i tak poszedł do koszyczka z produktami „kiedyś może”. Zazwyczaj wybieram blokery, lub naturalne dezodoranty-czyli jak widać lubię skrajności :D A tutaj taki zwykły antyperspirant.
Sięgnęłam po niego, bo swój używany kosmetyk zostawiłam u rodziców, więc do czasu nie przywiezienia go z powrotem stwierdziłam, że użyję to, co już mam. 

To tradycyjne kulkowe opakowanie. Zapach jest bardzo intensywny. Nawet nie wiem, czy nie za bardzo na używanie do niego perfum, ale ja i tak to robiłam, w te nie upalne dni. :D Zapach kosmetyku utrzymuje się przez calutki dzień i chronił w 100% przed poceniem się, nawet, gdy termometr pokazywał blisko 30 stopni. Nie mam problemów z nadpotliwością, ale w upały potrzebuję dobrej ochrony, jak każdy człowiek :) 




Wchłania się dość szybko, nie mam wrażenia, żeby się mazał, czy żeby go było czuć na skórze.

W zapachu nie czuję arbuza, bardziej taką słodkawą wariację na temat ylangylang i ogólnie kwiatów. Mi zapach się podoba, jako taki na co dzień. Nie jest czymś odkrywczym, ale jest przyjemny i dobrze się z nim czuję. Jednak jest tak intensywny, że dobrze go poznać przed zakupem. Co do zostawiania białych śladów to zostawia, ale robi to nie bardzo strasznie. Przy czym ja mam pod tym względem obsesję, bo lubię czarne ciuchy, a ja widzę, że na nich zostawiają ślady nawet antyperspiranty, o których wszyscy piszą, że nie zostawiają ich wcale. Także może ten dla nie tak przesadnie wpatrującej się osoby, jak ja, też nie zostawia śladów. :D (Te ślady to jeden z powodów dlaczego polubiłam blokery bardziej od antyperspirantów). Ten antyperspirant Fa towarzyszył mi całe lato i naprawdę jestem z niego zadowolona, do tego kosztuje niewiele. Jeśli polubicie zapach to polecam, bo jest przyjemny.



Jakie antyperspiranty Wy lubicie najbardziej?

2 września 2019

Lawenda i cytryna- czy to połączenie ma sens? Yankee Candle Lemon Lavender


Hej Dziewczyny :)

Lawenda plus cytryna? Hmmm przyznam, że dla mnie ten opis brzmiał co najmniej dziwnie, tak dziwnie, że aż byłam ciekawa i kupiłam w ciemno, zakładając, że jeśli mi nie przypadnie do gustu, to po prostu użyję go jako odświeżacz do szafy.

Przesyłka dotarła, wosk rozpakowałam, podgrzałam w kominku i się zakochałam. O dziwo połączenie lawendy i cytryny jest bardzo przyjemne, te wonie idealnie się dopasowują.
Najpierw czuć cytrynę, a lawenda stanowi bazę, dzięki czemu cytryna jest nie tak bardziej cierpka, a bardziej kremowa i perfumowa niż kuchenna. To bardzo energetyczny zapach, bardziej niż do odpoczynku pasuje mi do odpalenia w jakiś dzień pełen zajęć, do wąchania podczas pracy przy komputerze, czy nawet ćwiczeń w domu.



To dobry zapach na ciepłą pogodę, bo jest orzeźwiający, ale również do trzymania wosku w szafie, żeby ładniej tam pachniało. Wosk jest bardzo intensywny i trwały. Jeden kawałek podgrzewałam chyba z 5 razy, nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, bo po dwóch, czy trzech zazwyczaj nie czuć już zapachu.

Podoba mi się też jasno-fioletowy kolor wosku.

Polecam ten zapach wszystkim, którzy lubią bardziej oryginalne zapachy.

Ten wosk i inne możecie kupić w sklepie internetowym Goodies.pl 

Lubicie takie świeże zapachy?

1 września 2019

Wibo eyebrow pomade pomada do brwi




Hej Dziewczyny :)

Dużo dobrego słyszałam i czytałam o pomadach do brwi, ja jednak jakoś zawsze wolałam cienie i kredki, bo obawiałam się, że pomada da zbyt intensywny i sztuczny efekt. Dlatego nie chciałam „inwestować” w jakiś droższy produkt tego typu, nawet najbardziej zachwalany. Dlatego na moją pierwszą pomadę skusiłam się dopiero, gdy pomada marki Wibo została bardzo entuzjastycznie przyjeta, przez testujące ją dziewczyny. 24zł to cena regularna tego kosmetyku, oczywiście zdarzają się większe i mniejsze promocje. Ostatecznie skusiłam się trochę w ciemno, bo przez internet, na odcień dark brown, bo wydawał mi się dość chłodnym brązem.

Pomada wygląda elegancko i nie odbiega opakowaniem od droższych odpowiedników. Gramatura produktu jest ogromna, jak na ilość stosowaną naraz, a znaczek otwartego słoiczka na opakowaniu nakazuje zużyć produkt w ciągu 6 miesięcy od otwarcia. Jednak przy takiej cenie nie stanowi problemu nie zużycie produktu do końca dla naszego portfela. Jednak to nieekologiczne, żeby wyrzucać wytworzony już i zakupiony produkt., skoro coś już jest, to lepiej to wykorzystać i zużyć, niż zaśmiecać środowisko.




Do pomady mamy w komplecie spiralkę z pędzelkiem, spiralka spełnia swoją rolę, pędzelek wymagał przycięcia, bo był nierówny. Mi źle pracuje się z takimi krótkimi rączkami, ale da się tym zrobić brwi, więc to po protu kwestia przyzwyczajenia. Całość otrzymujemy zapakowaną w kartonik




Pomada ma odpowiednią konsystencję, nie jest zbyt twarda, ani zbyt woskowa. Zaskoczyła mnie niesamowita trwałość, wprawdzie słyszałam, że produkt jest dobry, ale nie sadziłam, że aż tak. Rysunek brwi utrzymuje się w niezmienionym stanie, aż do demakijażu.


Odcień Dark Brown, jest ciemnym brązem, dość neutralnym pod względem temperatury. Nie jest ani rudawy, ani bardzo chłodny.



Pomada daje, chyba typowy dla pomad, dość intensywny i wyraźny efekt. Będzie dobra dla fanek instagramowych brwi. Fajnie się nią maluje pojedyncze włoski dla bardzo naturalnego efektu, ale oczywiście wymaga to więcej czasu.



Jaką metodę podkreślania brwi Wy preferujecie?

30 sierpnia 2019

Aussie Miracle Moist odżywka i szampon




Hej Dziewczyny :)

Dziś chcę przedstawić Wam mój zestaw do pielęgnacji włosów, po który sięgam, gdy nie mam zbyt dużo czasu na pielęgnację włosów, a chcę żeby wyglądały dobrze.



Oba produkty mają podobny zapach, bardzo ciepły, lekko słodki, przyjemny, ale nie zbyt mocny i raczej nie powinien nikogo denerwować. 


Dużym plusem odżywki jest to, że mamy trzymać ja na włosach zaledwie 3 minuty. Ja bardzo lubię długie „maskowanie” włosów, ale czasami po prostu nie mam na to czasu. Odżywka świetnie wygładza i nawilża włosy. Ułatwia też ich rozczesywanie, a ponieważ to typowo silikonowy produkt, to po nich zauważyłam, że moje włosy w ciągu dnia się mniej plączą i „zahaczają o siebie” tzn jeśli byłam na dworze, gdzie wiało, to łatwo mogę rozplątać włosy dosłownie palcami, a nie muszę ich starannie czesać i walczyć z supłami i kołtunami.




Szampon bardzo dobrze oczyszcza włosy, nie plącze ich. Sprawdza się też bez użycia odżywki, bo łatwo rozczesać po nim włosy. Ma bardzo gęstą, kremową konsystencję przez co jest przeogromnie wydajny. Bardzo intensywnie się pieni, ja lubię taką mocną pianę w szamponach, przez co nie polubiłam kilku naturalnych, bo źle mi się domywa włosy bez uczucia jakie daje taka konkretna piana. :D

 

Bardzo polubiłam te produkty i po miniaturach skusiłam się na pełnowymiarowe opakowania. Jeśli macie ochotę je wypróbować to polecam szukać promocji, bo często się trafiają.

Pozdrawiam :)

29 sierpnia 2019

Trico Botanica Szampon do włosów Oczyszczanie i Relaks


Hej Dziewczyny :)

Chociaż mam swoje najważniejsze i najbardziej ulubione szampony, do których w razie niewypału wracam, to jednak szampony i ogólnie produkty do włosów najbardziej lubię testować. Stosunkowo szybko widać efekty i bardzo szybko się zużywają, zwłaszcza w przypadku moich długich włosów, które myję prawie codziennie.

Tym razem w moje ręce trafił szampon Marki Trico Botanica.

Opakowanie od razu zdobyło moje serduszko, bo mam słabość do takich buteleczek udających ciemne szkło. Szata graficzna, jest prosta, niekrzykliwa i przyjemna dla oka, a także charakterystyczna dla marki.


Buteleczka ma standardową jak na szampony pojemność 250 ml, co mnie zdziwiło, gdy sprawdziłam, bo ma taki kształt, że wydaje się być mniejsza, być może jest po prostu szersza niż inne buteleczki, dzięki czemu może być niższa. Zamykanie na klik jest wygodne.


Szampon jest bardzo gęsty, wręcz galaretowaty, na początku było mi go dość trudno wydobywać z opakowania, ale z czasem się po prostu przyzwyczaiłam.
Pachnie bardzo odświeżająco i przyjemnie. To taka słodkawa mięta, zapach idealny na upały, który utrzymuje się na mokrych włosach przez jakiś czas i wraz z ich wysychaniem znika. Zazwyczaj nie lubię miętowych czy mentolowych szamponów, bo myję włosy głową w dół i takie zapachy potrafiły podrażniać mi oczy (mama bardzo wrażliwe) tutaj jednak nic się takiego nie dzieje, zapach miętowy jest wyczuwalny, ale nie jest „agresywny”.

Szampon pieni się, jak standardowe szampony. Z wydajnością jest dobrze, chociaż nie jest bardziej wydajny dzięki gęstszej konsystencji, a na początku myślałam, że tak będzie. Bardzo dobrze oczyszcza włosy, bez ich nadmiernego wysuszania. Nie plączę ich. Radzi sobie też z domyciem włosów po olejowaniu.




Po użyciu włosy są czyste, miękkie, błyszczące i niesplątane. Jest świetnym produktem na lato, bo umycie włosów z takim zapachem naprawdę odświeża i relaksuje. Nie zawiera SLS, parabenów i olei mineralnych. Za to zawiera silikon, moje delikatne włosy je lubią, ale wiem, że niektórzy ich unikają.

Znacie/lubicie szampony tej marki?

link

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Follow this blog with bloglovin

Follow on Bloglovin