Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki kolorowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki kolorowe. Pokaż wszystkie posty

24 czerwca 2019

Hean Treasure- metaliczne cienie do powiek-prawdziwe skarby :)




Hej Dziewczyny :)

Dziś wpis może nie o nowościach, ale te cienie są tak prześliczne, że mam ochotę o nich napisać. Może ktoś jeszcze ich nie zna, a lubi takie błyszczące cudeńka.

17 czerwca 2019

Niespodziewana miłość- Miss Sporty Glossy Base&Top Coat



Hej Dziewczyny :)


Przetestowałam sporo baz i topów do paznokci różnych marek i długo nie udawało mi się trafić na dobry produkt. Nic nie chciało przedłużać trwałości lakieru, a ja często miałam wrażenie, że im więcej tych warstw nakładam, tym szybciej wszystko schodzi i często sam lakier trzymał mi się lepiej niż z bazą czy topem. Produkt Miss Sporty wzięłam przy okazji promocji w Rossmannie minus 50%, lubię wtedy brać właśnie produkty takich marek, bo kosztują naprawdę śmieszne grosze, a te droższe marki jak Loreal i tak są często tańsze w internecie, niż na promocji, więc je kupuję on-line.
W produkcie spodobała mi się obietnica tego, że nadaje się zarówno jako baza jak i top coat.
Od razu napiszę, że zużyłam 3, albo 4 buteleczkę tego produktu i wszystkie poprzednie udawało mi się zużyć do samego końca. Odkąd go poznałam używam tylko jego, ale i tak na plus trzeba zaliczyć to, że jest rzadki i nadaje się do użycia do ostatniej kropelki.

13 czerwca 2019

Revers Lumi Strobing Rozświetlacz w płynie- świetny na lato- odporny na wodę




Hej Dziewczyny :)

Rozświetlacz Revers znalazłam w ShinyBoxie, gdyby nie to, to nie wiem, czy zwróciłabym uwagę na markę, chociaż być może tak, bo zaczyna powoli podbijać media społecznościowe i blogi.


11 czerwca 2019

Róż MakeUp Revolution: Now!, czyli różowa perełka makijażowa za grosze


Hej Dziewczyny :)


Nie wierzę, że jeszcze nie napisałam recenzji tego różu. To mój pierwszy róż, który udało mi się prawie zdenkować. Także zapraszam do wpisu

22 maja 2019

Wet and Wild pomadka Cherry Bomb



 Hej Dziewczyny :)


Dziś mam recenzję pomadki, na którą się skusiłam po przetestowania pomadki w kredce innej marki, której kolor mnie zachwycił, ale nie podobał się sposób w jaki znikała z ust. Dlatego postanowiłam poszukać podobnego odcienia wśród innych firm. Jako że tonie jest kolor, który będę używała codziennie, to rozejrzałam się wśród tańszych marek. Widziałam podobny kolor wśród pomadki Essence, które bardzo lubię, ale był tylko tester, a pełnowymiarowego opakowania nie znalazłam. Przeglądając ofertę innych marek zauważyłam w Naturze markę Wet and Wild, która wcześniej kojarzyła mi się tylko z internetowymi sklepami, ale ja w mojej Naturze bywam raz na kilka miesięcy więc mogę mieć zaległości. (Pomadkę kupowałam jakiś rok temu) Kolor ciemny, nasycony, trochę wampiry odcień Cherry Bomb okazał się być dokładnie tym, czego szukałam. 


To do czego mogę się przyczepić to opakowanie. Za kilka zł nie oczekuję super jakości opakowania, jednak o ile jest ono dość solidne, nie rysuje się bardzo i nie popękało, to jednak dużym minusem jest przezroczystą skuwka, która jest tak wąską, że nie sposób jej nie pobudzić pomadką, co sprawia, że po 2 użyciach pomadki opakowanie wygląda bardzo nieestetycznie. Chociaż, aż tak wielkiej wagi do tego nie przykładam, żeby moje kosmetyki wyglądały zawsze jak nowe, bo maluję tylko siebie i jeśli ja wiem, że coś jest czyste, to nie przeszkadza mi mniejsza estetyka, tutaj jednak ciągle ją czyszczę, bo naprawdę wygląda to irytująco. 


Jednak to tyle z minusów produktu. Jeśli przymkniemy oko na opakowanie, to dalej jest już tylko lepiej. Pomadka jest dość "sucha", ale nie bardzo tempa przy nakładaniu. Kolor jest ładny i intensywny już po jednej warstwie, nie twarzy żadnych prześwitów. 


Oczywiście przy tak ciemnym kolorze przydaje się konturówka, ale pomadka nie ma konsystencji która sprawia, że łatwo wylewa się poza kontur warg, więc o ile do precyzyjniejszej aplikacji użyjemy pędzelka, to możemy obyć się bez konturówki.  Szminka daje wykończenie, które mi się ostatnio bardzo podoba- nie zupełnie płaski mat, ale też nie błysk, jest to coś pomiędzy matem a satyną. Trwałość jest dobra. Nie zachwyca wprawdzie trwaniem na ustach przez cały dzień, ale znika  dość równomiernie i wygląda przez cały czas estetycznie, przez około 5 godzin jest widoczna w bardzo dobrym stanie na ustach. Nie jest to pomadka idealna, ale właśnie do takich testów nowych dla nas kolorów i wszelkich kolorystycznych chwilowych zachcianek jest bardzo dobra. Kosztuje niewiele, a jakość pozwala na jej komfortowe noszenie. Lubicie takie kolory na ustach?

Pozdrawiam :)

17 maja 2019

Lily Lolo Różowy Róż Mineralny Candy Girl



Hej Dziewczyny :)

Kiedy wybierałam dla siebie odcień mineralnego różu marki Lily Lolo wiedziałam, że na pewno chcę coś typowo różowego i po namysłach mój wybór padł na przepiękny odcień Candy Girl, jak najbardziej cukierkowy i dziewczęcy. 



Słodki, pastelowy róż z mnóstwem drobinek, taki różo-rozświetlacz. Idealny do dziennego makijażu, bo ładnie odświeża i ożywia cerę, można się też wtedy i obyć bez rozświetlacza, bo drobinki są delikatne i subtelne, ale blask jest widoczny. Jeśli przeraża Was różowość, to zapewniam, że nie ma czego się bać, to bardzo twarzowy i delikatny odcień, który wygląda, jak zdrowe rumieńce i powinien pasować większości osób. 


To błyszczący odcień, ale ze względu na subtelność natężenia koloru nie jest łatwo zrobić sobie nim krzywdę. Będzie pasował do większości cer, nie jest zbyt mocno napigmentowany i zbyt ciemny do bardzo jasnej skóry, a jego blask będzie widoczny nawet na mocniej opalonej.  


Róż oczywiście ma naturalny i bezpieczny dla cery skład. Nie zapycha porów i nie powoduje powstawania niespodzianek. Trzyma się na skórze przez cały dzień, ja wprawdzie mam suchą cerę, ale używam kremów z filtrem, na których makijaż lubi się ważyć, zjadać i znikać, róż Lily Lolo trwa dzielnie w stanie prawie, jak po nałożeniu.


Podoba mi się też opakowanie produktu, zwłaszcza przesuwane wieczko, które zakrywa sitko. Można dzięki temu bezpiecznie przenosić produkt. Miałam kilka opakowań produktów sypkich innych marek, które nie posiadały tego rozwiązania i bywa, że cały proszek potrafi wysypać się pod wieczko, trzeba się bawić w zaklejanie taśmą itp, a tutaj mamy to prosto i wygodnie rozwiązanie.


Zdecydowanie polecam róże mineralne, zwłaszcza marki Lily Lolo, jeśli nie przypadł Wam do gustu ten odcień to w sklepie costasy.pl znajdziecie również inne.

Pozdrawiam :)

14 maja 2019

Lily Lolo Naturalna Intensywnie Czerwona Konturówka Do Ust




Hej Dziewczyny

Już nie raz pisałam, że lubię naturalne kosmetyki. Zwłaszcza naturalne produkty do ust. Pisałam już o genialnych szminkach Lily Lolo, a teraz pora na konturówkę.

Wybrałam odcień Ruby Red, który jest piękna, nasyconą klasyczną czerwienią, ani zbyt ciepłą, ani chłodną.  Dobrze komponuje się z większością czerwonych szminek. Lubię ją też nakładać na całe usta, bo nie wysusza ich, a jest trwalsza niż większość pomadek. Daje satynowe wykończenie. Ma miękką, nie zbyt suchą konsystencję. Wygodnie i łatwo obrysować nią kontur ust. Nie rozlewa się, ale też nie "przerywa" jak niektóre zbyt suche konturówki. Malowanie się nią to prawdziwa przyjemność. Kredka nie łamie się ani w trakcie pracy z nią, ani temperowania.




Skład jest, jak przystało na markę Lily Lolo oczywiście bardzo naturalny. 





Kredka ma minimalistyczną, elegancką szatę graficzna. Jest zapakowana w kartonik. To co zasługuje na pochwałę to to, że końcówka konturówki jest w kolorze kredki, dzięki czemu, bardzo łatwo jest od razu trafić na kolor, które chcemy, gdy mamy więcej konturówek marki. 

Kredka jest drewniana. Ja zdecydowanie wolę takie tradycyjne drewniane kredki, bo dzięki temperowaniu zawsze mamy ostry i bardzo spiczasty czubek, a w przypadku wysuwanych kredek, albo musimy ostrzyć go i tak, albo mamy szerszy, bez tej końcówki, którą łatwiej się maluje zwłaszcza przy ciemnych kolorach, gdzie ten kontrast miedzy skórą twarzy a ustami jest bardzo duży.



 Bardzo polecam tę kredkę jeśli lubicie naturalne kosmetyki, ale również jeśli po prostu szukacie jakiejś dobrej kredki do ust w neutralnym odcieniu czerwieni. 
Tę kredkę i inne produkty Lily Lolo można dostać w sklepie costasy.pl

 Lubicie czerwone kredki/pomadki do ust?

8 maja 2019

Lily Lolo Paletka ośmiu prasowanych cieni z lusterkiem Laid Bare Eye Palette


Hej Dziewczyny :)

Bardzo lubię mineralne sypkie i naturalne cienie, jednak w porannym pośpiechu używam wtedy jednego koloru, bo dla troszkę bardziej skomplikowanego makijażu jednak wygodniej sięga mi się po paletkę. Dlatego bardzo się cieszę, że marka Lily Lolo ma w swojej ofercie w pełni naturalne, prasowane cienie nie tylko w wersji pojedynczych cieni, ale też paletek. Wybrałam najbardziej nudziakową wersję paletki o nazwie Laid Bare.



Bardzo podoba mi się opakowanie paletki, jest minimalistyczne, a sama paletka jest bardzo poręcznie niewielka. Jest wprost idealna nie tylko do użytku domowego, ale na wszelkie wyjazdy.

 
Paletką da się wykonać praktycznie wszystkie podstawowe makijaże od makeup no makeup, przez zwykłe dzienniaki aż do smoky eyes. Cienie są dobrze napigmentowane i wszystkie mają satynowe wykończenie, z różnymi natężeniem błysku.


 
Dwa pierwsze kolory to jaśniutkie rozświetlające barwy, idealne do wewnętrznego kącika, lub pod łuk brwiowy, jeśli lubicie go rozświetlać. Jeden bardziej wpadający w beż, a drugi w róż. Następnie dwa jasne brązy, idealne na całą powiekę, potem piękne stare złoto, dwa ciemniejsze brązy z czego jeden dla mnie wpada w oliwkę i na koniec bardzo ciemną szarość, prawie czerń, która nałożona na mokro świetnie sprawdzi się jako eyeliner. To taka podstawowa paleta kolorów, która sprawdzi się praktycznie u każdego kolory są zdecydowanie neutralne, nie są bardzo przesunięte ani w ciepłą ani w zimną stronę.

Na pierwszym zdjeciu cienie są nałożone palcem, na drugim lekko roztarte pędzelkiem


 
Paletka zawiera też niewielkie lusterko, które wystarczy do makijażu oczu. Ma także dołączony aplikator. Ja zazwyczaj i tak sięgam po pędzle, ale aplikator też używałam i sprawdza się w swojej roli, zwłaszcza ta węższa, bardziej precyzyjna końcówka fajnie nakłada i rozciera cień w kąciku oka, albo ciemniejszy przy linii rzęs.

 
Paletka zawiera też niewielkie lusterko, które wystarczy do makijażu oczu. Ma także dołączony aplikator. Ja zazwyczaj i tak sięgam po pędzle, ale aplikator też ożywałam i sprawdza się w swojej roli, zwłaszcza ta węższa, bardziej precyzyjna końcówka fajnie nakłada i rozciera cień w kąciku oka, albo ciemniejszy przy linii rzęs.
 
Skład cieni jak już zdążyła nas przyzwyczaić marka Lily Lolo jest starannie dobrany i naturalny. Cienie nie tylko ładnie wyglądają na powiece i podkreślają spojrzenie, ale też dbają o skórę, ponieważ zawiera różne pielęgnujące ją olejki.



Trwałość cieni jest bardzo dobra, spokojnie wytrzymują na powiece cały dzień nałożona po prostu na odrobinkę korektora.


Zdecydowanie polecam tę paletkę, bo dzięki niej nie tylko możemy zadbać o ładny wygląd oczu przez makijaż, ale również nie szkodzimy skórze powiek, a nawet lekko ją pielęgnujemy.  Tę paletkę i inne kosmetyki marki Lily Lolo znajdziecie w sklepie costasy.pl


Podobają się Wam takie odcienie?

2 maja 2019

Paleta kremowych róży All About Cream Makeup Revolution


Hej Dziewczyny :)


Przez długi czas bałam się róży w kremie, bo jako posiadaczka skłonnej do zapychania się skóry i powstawania niedoskonałości wiedziałam, że najbezpieczniejszym dla mnie wyborem są róże prasowane, a najlepiej mineralne. Jednak, gdy udało mi się ogarnąć moją cerę i przez długi czas jestem już z niej zadowolona, to bardziej mam ochotę na eksperymenty. Kilka razy nałożyłam pomadkę jako róż w kremie, żeby zobaczyć, jak będzie mi się pracowało z taką formułą i od razu się zakochałam i wiedziałam, że muszę mieć róż w kremie. Jeszcze nie wiedziałam jaki, więc wybrałam się na internetowe łowy. Mój wybór padł na całą paletkę róży w kremie marki Makeup Revolution, zawiera ona 8 kolorów róży i lusterko, a to wszystko za cenę około 20 zł. Jest bardzo łatwo dostępna w internecie, można ją kupić np. na tutaj w sklepie goodies.pl



Od razu Wam zdradzę to, co dla mnie było najważniejsze-róże pomimo tego, że są kremowe i skład nie jest naturalny nie zapychają mojej skóry. Używam je już 2 miesiące, więc jestem już tego pewna, że w żaden sposób nie pogorszyły stanu mojej cery.


Opakowanie naprawdę jest na ogromny plus, czarne, eleganckie ze złotymi literami, dość ciężkie, wykonane z porządnego plastiku. Lusterko jest naprawdę duże. Nie raz wykonywałam cały makijaż z użyciem lusterka z tej palety.




Róże są kremowe, mają idealną konsystencję. Są dobrze napigmentowane, nie zbyt mocno, żeby zrobić się na klauna trzeba nałożyć ze 3 warstwy produktu, ale też kolor jest widoczny na skórze bez problemów. Ja zazwyczaj używam jedno dotknięcie palca do produktu na policzek. Mi najwygodniej się aplikuje róż w kremie właśnie palcami, bo pozwala to na naprawdę precyzyjna aplikację, której nie da mi żadne pędzelek czy gąbka. Najpierw wklepuję róż palcem, starając się aby największe natężenie koloru było na środku, a potem jeszcze blenduję brzegi za pomocą gąbki z resztką podkładu, która malowałam twarz. Jestem naprawdę zadowolona z efektu jaki uzyskuję.



Róże są sporawe. Nie mają wyczuwalnego zapachu podczas aplikacji. Jeśli już przyłożymy nos do paletki, to poczujemy taki lekko chemiczny zapach, ale jest to naprawdę praktycznie nie wyczuwalne. Niektóre kolory w paletce wydają się być bardzo podobne, ale na skórze uwidaczniają się ich inne tony. Ja zawsze wolałam różowe róże, ale jeśli chodzi o róże w kremie, to można nimi uzyskać tak delikatny i subtelny efekt, że dobrze czuję się też w tych bardziej brzoskwiniowych, czy wręcz pomarańczowych tonach.
Róże nie mają w sobie żadnych drobinek, więc po przypudrowaniu mogą być matowe, lub satynowe, zależy czym je utrwalimy.


Co do trwałości kosmetyku, to u mnie na kremie z filtrem i kremie bb/podkładzie trzymają się cały dzień. Nie bledną w żadne widoczny sposób.


Jeśli macie jasną cerę, to można je także nakładać jako szminki, kilka razy tak robiłam i dają naprawdę ładny efekt, do tego trzymają się na ustach lepiej niż niejedna szminka. :)


Jest to świetny produkt, do którego nie mam zastrzeżeń. Spełnia wszystko, czego bym oczekiwała od paletki róży. Tak na siłę chciałabym wyszukać jakiegoś minusu, ale naprawdę go nie znajduję, może jakby jakoś pachniała np. waniliowo, tylko, czy waniliowy róż by wyglądał ładniej na policzku niż bezzapachowy? Nie sądzę. Dla mnie to produkt bez wad, świetny do poeksperymentowania z różnymi kolorami.


Jak Wam się podoba ta paletka?

30 kwietnia 2019

Naprawdę intensywny rozświetlacz: Lovely Glow Junky 3 holo



Hej Dziewczyny :)

Bohatera dzisiejszej recenzji kupiłam prawie rok temu, na poprzedniej promocji w Rosssmannie. Pomyślałam, że w końcu warto o nim wspomnieć, bo nie jest to kosmetyk musthave, ale jest bardzo fajny i czasami można skusić się na taki extra efekt, zwłaszcza przy okazji promocji.

Cena bez promocji to około 20 zł, więc taniutko, ale jak na Lovely trochę więcej niż zazwyczaj.




Ma holograficzne opakowanie z okienkiem gwiazdką, przez które widać produkt. Opakowanie jest kartonowe i zamykane na magnes. Na plus dla producenta trzeba zaliczyć, to, że było zaklejone taśmą, więc widać, czy ktoś nie wkładał do niego palców, co niestety w Rossmannie mnie strasznie irytuje.
Z Lovely bardzo lubię rozświetlacze Silver i Gold, które już chyba teraz powoli stają się kultowe, bo chyba każdemu podoba się ich efekt. 


Ten rozświetlacz, to taki Silver Lovely na sterydach ;) Jest zdecydowanie chłodny, wręcz biały i niesamowicie błyszczący. Można nim uzyskać aż przesadny instagramowy efekt. Nadaje się tylko dla osób bardzo lubiących intensywny błysk. Ja używam go czasami, bo naprawdę zawsze nie będzie pasował. Da się nim uzyskać delikatniejszy efekt, ale trzeba bardziej uważać, dlatego do takiego efektu wśród rozświetlaczy tej marki lepiej sprawdzą się wspominane wyżej Silver i Gold.
Pomimo naprawdę mocnego błysku rozświetlacz nie daje efektu perły, tylko jednolitej tafli. Nadaje się do bardzo jasnej i jasnej cery. Trwałość też jest bardzo dobra, wytrzymuje na twarzy przez cały dzień.




Jeśli lubicie taki ekstra błysk to zdecydowanie polecam.

Pozdrawiam :)

20 kwietnia 2019

MakeUp Revolution Paletka Beautiful Darkness


Hej Dziewczyny :)

Chciałabym napisać, że niedawno pojawiła, ale czas pędzi szybko i trochę czasu od pojawienia się na rynku Halloweenowej palety Beautiful Darkness Makeup Revolution już minęło. Paleta jest jednak dość uniwersalna, więc nadaje się nie tylko na halloweenowy look. 



Przyznam, że szata graficzna kartonika mnie urzekła. Mam słabość do takich mrocznych , nawet jeśli troszkę kiczowatych obrazków i paletka kojarzy mi się trochę z okładką książki. Sama paletka jest już bez obrazków. Jest dość ciężka, solidnie wykonana i zawiera duże lusterko. Ja lubię paletki z lusterkami, chociaż nie jest to dla mnie niezbędna rzecz w paletce. 




Same cienie są różnej wielkości. Największe mamy jasne maty, co oczywiście ma sens, bo te zużywają się najszybciej, bo przydają się w każdym makijażu. Kolory matowe się lekko osypują, ale nie bardziej niż zazwyczaj cienie tej marki i ogólnie współpracuje się z nimi łatwo. Cienie metaliczne są bardziej kremowe. Paletka pasuje zarówno do bardziej dziennego, jak i mroczniejszego, wieczorowego makijażu. Dwa największe matowe kolory to Apparation-szarawy beż i Spirit-bardzo jasny kremowy odcień, który też nadaje się do utrwalenia korektora pod okiem zamiast pudru. 


 Swatche robione na zewnątrz, w powiększeniu


Potem mamy już mniejsze kosteczki. 
Deamon-piękny matowy odcień zgaszonej, ciemnej czerwieni. Bardzo intensywnie napigmentowany. Possesed- średnio ciemny matowy brąz, ot kolor zwyczajny, ale niezbędny. 
Nightmare-odcień takiej zgaszonej jesiennej żółci złamanej oliwką. Matowy i dobrze napigmentowany. 
Tainted-matowa, intensywna czerń. Tu opinie, jak zawsze są podzielone, ale ja lubię paletki z czernią, bo mogą zastąpić eyeliner, czy nadać głębi innym kolorom. 
Poison- piękny zielono-czerwony duochrom. Na pewno zachwyci wiele osób. Mi też się podoba na swatchu i mogłabym go nosić rozblendowany na dłoni, żeby podziwiać, niestety na oku u mnie odcienie tego typu zawsze wyglądają jak siniak, więc dla mnie ten odcień to tylko opcja na halloween. :D
 Sinister-ciemny matowy brąz-piękny kolor. 
Dead Rose-metaliczna czerwień- nie sądziłam, że aż tak polubię ten odcień, ale jest śliczny. Corrupted-metaliczne, dobrze napigmentowane żółte złoto. 
Torment-metaliczna, ciemna, głęboka zieleń, trochę wpadająca w morski kolor, piękny, oryginalny odcień jeden z moich najbardziej ulubionych z całej paletki.

Ogólnie zawsze polecam paletki tej marki. Są tanie, łatwo dostępne i wśród swojej półki cenowej jedne z najlepszych. Nie jest to jakość najlepszych cieni na rynku, ale spokojnie dają radę o dobrze się z nimi współpracuje. Mam sporo palet Makeup Revolution i naprawdę trzymają równy, dobry poziom, a tańsze wersje ich paletek, jak dla mnie bardziej różnią się jakością opakowania, lusterkiem, a nie jakością cieni, która jest równie dobra.




Jak Wam się podoba ta paletka?

Pozdrawiam :)

11 kwietnia 2019

Lily Lolo naturalna szminka Romantic Rose i Love Affair


Hej Dziewczyny

Bardzo lubię naturalne kosmetyki. Nie ma nic lepszego dla problematycznej cery, niż mineralny podkład. Jednak coś co równie, a może jeszcze bardziej doceniam, to naturalne pomadki do ust. Zwłaszcza takie w codziennych kolorach, które często noszę. Kiedyś przeczytałam, że przeciętna kobieta w ciągu całego swojego życia zjada kilka kilogramów szminki. Nie wiem, czy zmieszczę się w normie, ale przyznaję, że maluję usta codziennie. Chcąc nie chcąc jednak większość pomadki zjadamy. Niewiele osób przed zjedzeniem kanapki zmywa pomadkę, lub nigdy nie oblizuje ust. Dlatego uważam, że warto wybierać pomadki bez żadnych podejrzanych składników, tylko w pełni naturalne. Właśnie takie naturalne pomadki ma w swojej ofercie marka Lily Lolo, którą możecie kupić w sklepie Costasy.

Mam dwa właśnie takie codzienne odcienie szminek, które pasują do każdego makijażu oczu, zarówno naturalnego, jak i mocniejszego. To odcienie Romantic Rose i Love Affair.

Od góry: Love Affair, Romantic Rose


Love Affair to piękny, dość jasny, ale nie zbyt jasny beżowy nudziak. Ma w sobie odrobinkę różu/brzoskwini dzięki czemu nie jest zbyt chłodny i sprawdzi się u większości typów urody. Pasuje świetnie do makijażu no makeup i jest idealny do bardzo mocnego smoky eye zarówno klasycznego szarego, czy brązowego, jak i bardzo kolorowego.  To kolor, po który sięgam często, gdy widzę, że trochę się rozpędziłam z makijażem oczu, a że lubię mocno podkreślone oczy, to mi się to od czasu do czasu zdarza;) Ładnie dopełnia makijaż nie przyciągając zbytniej uwagi do ust. Ja jestem bardzo wybredna w takich beżowych pomadkach, bo nie lubię zbyt zimnych, ale też nie pasują mi zbyt ciepłe takie lekko pomarańczowe, ta jest idealnie neutralna.

Romantic Rose to taki mój odcień nude, który najbardziej lubię. Mam dość ciemny naturalny kolor ust, więc taki odcień wygląda u mnie naturalnie i też pasuje do więksozści makijaży. To odcień różu trochę przełamany beżem, dzięki czemu nie jest jaskrawy, ani "barbiowy". To fajny, wyrazisty kolor, który jednak nie jest zbyt mocny. Jest bardziej napigmentowana niż poprzednia, ale obie mają to samo wykończenie.

Pomadki mają bardzo eleganckie i ciężkie opakowania, które są solidne i naprawdę dają wrażenie dobrej jakości. Zamykają się wygodnie i nie mają tendencji do otwierania się w kosmetyczce, czy torebce




Szminki pachną bardzo delikatnie i niedrażniąco. Nawet specjalnie w tym momencie podczas pisania recenzji je powąchałam, bo zapach jest tak subtelny, że nie zwraca na siebie uwagi przy malowaniu ust. Mają bardzo kremową konsystencję i gładko suną po ustach dając satynowe wykończenie. Są bardzo wybaczające, jeśli mamy na ustach jakieś suche skórki. Nie podkreślają ich i nie wysuszają dodatkowo ust. 


Jak na tak jasne i delikatne kolory i nie matowe wykończenie są dość trwale. Spokojnie wytrzymują wypicie kawy, czy ostrożniejsze zjedzenie czegoś. Ja jestem w nich zakochana, to teraz najczęściej używane przeze mnie pomadki.

Po jakie kolory szminek Wy sięgacie najczęściej?

Pozdrawiam :)

9 kwietnia 2019

Puder idealny? Golden Rose Long Wear Finishing Powder-Matujący Puder Do Twarzy Transparentny

Hej Dziewczyny :)

Mam dziś dla Was recenzję genialnego pudru do wykańczania i utrwalnia makijażu: Golden Rose Long Wear Finishing Powder. Dotąd marka Golden Rose była dla mnie znana, jako producent świetnych kredek do ust i pomadek. O tym pudrze usłyszałam kiedyś w polecajkowym filmiku na YouTube i zaciekawił mnie. Efekt miał być fajny, a cena jest bardzo niska, jak za puder do twarzy, w sklepie KosmetykizAmeryki kosztuje 23,99zł

Podoba mi się opakowanie pudru, ponieważ jest szerokie i płaskie. Te spore wieczko przydaje się, jeśli tak, jak ja lubicie z niego aplikować puder, łatwiej zamieszać tam dużym pędzlem.


Puder Golden Rose ma sitko zabezpieczone folią, można ją oderwać w całości, lub tylko w kawałku, jeśli chcecie np. nosić puder w kosmetyczce ze sobą, żeby się zbyt mocno nie wysypywał. Mamy też dołączony puszek, który u mnie służy do zabezpieczania pudru przed wysypywaniem się. Chociaż kiedyś, gdy moja skóra była bardziej tłusta to lubiłam aplikować takimi puszkami puder, bo nakładało się produkt grubszą warstewką, co lepiej zmatowiło cerę. Teraz korzystam z dużego pędzla. Jeśli jednak macie tłust ą skórę i potrzebujecie warstwy pudru, która nie tylko lekka ją omiecie, ale porządnie zmatowi, to warto wypróbować metodę z puszkiem, albo z płatkami kosmetycznymi, które są fają higieniczną opcją, która sprawdzi sie zwłaszcza przy cerze ze zmianami.


Skład pudru jest dość krótki, nie ma zapychających skóry składników i u mnie też nie spowodował wysypu niespodzianek. 

 

To, co najbardziej lubię w tym pudrze, to to, że nadaje się do utrwalania makijażu na całej skórze, używam go zarówno pod oczy, jak i na resztę twarzy. Mam cerę suchą, więc wrażliwą na zbyt wysuszające produkty, ale też nakładam grube warstwy kremu z filtrem i ogólnie lubię tłuste kremy, więc ma co zmatowić. Radzi sobie z tym doskonale. Skóra wygląda idealnie przez cały dzień.


Golden Rose puder jest transparentny i to naprawdę transparentny, a nie tylko wg producenta, jak to czasami bywa. Na dłoni nałożyłam naprawdę grubą warstwę, żeby było go cokolwiek widać. 


Nawet nałożony ciężką ręką nie robi efektu córki młynarza. Ja mam jasną cerę, ale i tak nie lubię efektu widocznego białawego pudru, a on nic takiego nie daje. Wygląda bardzo naturalnie. Nie podkreśla zmarszczek mimicznych i bardzo ładnie wygładza cerę, dając lekki efekt Photoshopa. 


 
Cera wygląda z nim wręcz idealnie. Zdecydowanie polecam. Warto go wypróbować, zwłaszcza, że cena również zachęca, a puder jednak używamy codziennie, wiec fajnie jeśli nie obciąża portfela.

Znacie ten puder?


link

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Follow this blog with bloglovin

Follow on Bloglovin