Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty

3 lipca 2019

Feel Free Antioxidant Eye Contour: Krem przeciwutleniający pod oczy





Hej Dziewczyny :)

Dziś pora na recenzję, kremu pod oczy Fell Free, który był pierwszym produktem tej marki, jaki kiedykolwiek stosowałam. Ja swój kremik znalazłam kiedyś w ShinyBoxie, ale widziałam, że marka jest dostępna stacjonarnie w Hebe i na pewno w niektórych sklepach internetowych.

Krem jest bezzapachowy i ma dość lekką formułę, która wchłania się błyskawicznie. Wygodna tubka z dzióbkiem pozwala na dozowanie produktu w naszego uznania.



To lekki krem, nawet powiedziałabym, że taki kremo-żel. Nie natłuszcza ani nie odżywia intensywnie, raczej delikatnie nawilża i sprawdzi się najlepiej w przypadku młodej, niewymajającej skóry. Ja mam suchą cerę i nie był sam dla mnie wystarczającą porcją pielęgnacji dla mojej skóry pod oczami  na noc i na dzień, jako jedyny produkt pod oczy.Zdawał egzamin tylko stosowany jako dzienny krem, przy czymś treściwszym na noc.
Na plus muszę mu przyznać, że świetnie nadaje się jako baza pod korektor, który się na nim nie warzy. Jest też bardzo wygodny do używania rano,bo błyskawicznie się wchłania i prawie od razu po nałożeniu można przystąpić do nakładania makijażu.

Skład:


Bardzo podoba mi się jego opakowanie. Noe jest to wprawdzie najważniejszym aspektem, ale uważam, że ta drewniana zakrętka jest urocza :) Ma naturalny skład i ekologiczne certyfikaty. Do tego cena nie jest wysoka. Jeśli ktoś uważa, że może spełnić jego oczekiwania, to warto się na niego skusić. 

Miałyście ten krem, a może lubicie inne produkty marki Fell Free? 

29 maja 2019

Go Cranberry Odżywcze oczyszczanie-olejek do demakijażu twarzy i oczu





Hej Dziewczyny :)

Lubię demakijaż olejkami, chociaż ja sięgam po nie od czasu do czasu, niż codziennie. Są dla mnie opcją, gdy naprawdę wiem, że miałam na sobie naprawdę cięższy makijaż, dokładałam w ciągu dnia kilkukrotnie krem z filtrem itp. Oczywiście można i nawet dobrze byłoby używać go codziennie, ale to już zależy od naszych preferencji i zwyczajów.

Ostatnio zużyłam olejek Go Cranberry. Który sprawdził się doskonale, dlatego postanowiłam napisać o nim kilka słów.

Produkt jest w bardzo wygodnym opakowaniu z pompką. Dla mnie pompka to jednak najwygodniejsze opakowanie do olei i jeśli maja inne to zazwyczaj i tak je przelewam.
Symbol otwartego słoiczka na opakowaniu informuje nas, że olejek należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia, co jest dobrym wynikiem, jak na naturalny produkt, bo one często mają 3 miesiące, a to w przypadku mojego sporadycznego używania kosmetyku trochę za mało.

Olejki do demakijażu zazwyczaj są bardzo wydajne, ten również taki jest. Na zwilżoną wodą twarz nakładamy rękoma porcję olejku i delikatnie masujemy, opłukujemy wodą i przecieramy zwilżonym wodą płatkiem kosmetycznym skore, aż będzie on czysty-tak wg opakowania, ja zazwyczaj robiłam troszkę inaczej. Zwilżałam twarz wodą nakładałam porcję olejku masowałam usuwałam „wierzchnią” warstwę olejku zwilżonym ciepłą wodą papierowym ręcznikiem, a potem oczy traktowałam płatkiem kosmetycznym z micelarnym płynem, a twarz pianką i wodą. Taka dwuetapowa, albo i 3 etapowe oczyszczania sprawdza się u mnie najlepiej, zwłaszcza, że olejek stosowałam przy cięższych makijażach.

Olejek ma bardzo delikatny lekko cytrusowy zapach, nie jest on intensywny i raczej każdemu powinien przypaść do gustu.

Kosmetyk świetnie radzi sobie z wodoodporną maskarą, matową trwałą pomadką, ciemnymi cieniami i innymi kosmetykami, które zazwyczaj troszkę trudniej się zmywa. Pozwala usunąć ciemne smoky eyes bez nadmiernego tarcia powieki, co zapobiega niepotrzebnemu rozciąganiu skóry, czy łamaniu rzęs. Pozwala lepiej oczyścić skórę po ciężkim podkładzie, silikonowej bazie, czy np. latem, gdy kilkukrotnie aplikujemy na skórę krem z wysokim filtrem, co tworzy dość konkretną warstewkę.

Jeśli lubicie pielęgnację olejami, albo chcecie spróbować tego sposobu demakijażu, to polecam. Zwłaszcza przy używaniu wodoodpornej maskary nie ma nic skuteczniejszego do demakijażu niż olejek.

Znacie/lubicie ten produkt?

25 maja 2019

Uwaga hit: Dermaglin odżywcza maseczka regenerująca




Hej Dziewczyny :)

Kiedyś nie przepadałam za saszetkowymi maseczkami. Teraz zaczynam się do nich przekonywać, a moimi najmniej lubianymi zostały maski w płacie, które wiele osób uwielbia. No każdy musi mieć swoje dziwactwa :D

Ostatnio użyłam maseczkę regenerującą marki Dermaglin.
Maseczka znajduje się w tradycyjnej saszetce o pojemności 20 g. Dla mnie jedna saszetka wystarcza na jedno użycie, wiem, że maseczki w saszetkach to produkt jednorazowy, ale czasami używałam ich dwukrotnie, gdy saszetka była większa i pomimo nałożenia dużej ilości i tak produkt został jeszcze w opakowaniu. Tej maseczki lepiej nie próbować oszczędzać, bo to glinkowa maska i nałożona zbyt cienką warstwą zbyt mocno będzie ściągała skórę i zbyt szybko zaschnie. Zresztą producent na opakowaniu również informuje o konieczności nałożenia grubej warstwy maseczki. 

Maseczka ma zielony kolor i kremową konsystencję. Jeśli ktoś nie lubi samodzielnego mieszania masek z glinki, to maski Dermaglin są ich świetną alternatywą. Nie są drogie, a mają bardzo fajne składy, który nie zawiera żadnych zbędnych dodatków.
Maseczka jest praktycznie bezzapachowa. Należy ja nakładać na 20 minut. Maseczka nie wysycha do końca, dzięki czemu nie podrażnia wrażliwej skóry i nie trzeba jej zraszać podczas trzymania na twarzy, tak jak wiele maseczek z glinką.



Efekty bardzo przyjemnie mnie zaskoczyły, lubię maseczki z glinki, ale nie myślałam, że ta zadziała aż tak wow. Tymczasem naprawdę skóra po niej wygląda świetnie. Jest „odtłuszczona” ale jednocześnie nawilżona i odżywiona, gładsza, jak po peelingu. Przyjemnie ukojona, a pory są praktycznie niewidoczne. Po glinkach często jest lekkie uczucie ściągnięcia skóry tutaj go zupełnie nie wyczuwam, a skóra wygląda bardzo zdrowo i promiennie. Jestem pewna, że jeszcze nie raz po nią sięgnę, bo chociaż moją ulubioną glinką zawsze była biała, to tutaj składniki są tak idealnie dobrane, że naprawdę widać działanie.

Lubicie maseczki z glinką?

23 kwietnia 2019

LIQ CC Serum Light 15% witaminy C




Hej Dziewczyny :)


Produkty z witaminą C, to ten rodzaj kosmetyków, po które sięgam chyba najregularniej. Uwielbiam efekty jakie dają i chociaż najczęściej sięgam po serum Avy, to czasami robię wyjątek. Tym razem mój wybór padł na produkt LIQ CC Serum Light 15% witaminy C

Szata graficzna kartonika jest bardzo lekka i dziewczęca. Wszelkie informacje, takie jak skład i obietnice producenta znajdziemy na boku opakowania.
Kartonik jest lekko tępy i gumowy w dotyku, co na pewno dodaje wrażenia luksusowego kosmetyku. Cena na szczęście jest przystępna


Butelka z pipetką jest najlepszym rozwiązaniem. Ciemne szkło idealnie chroni produkt przed promieniami słonecznymi, a pipetka jest z przezroczystego szkła, co jest bardzo istotne. Ostatnio czytałam, że dobrze, jeśli można zobaczyć kolor kosmetyku z witaminą C, czyli jeśli nie jest on barwiony, bo jeśli produkt zmieni kolor i utleni się to nie można go używać. Nie tylko nie zadziała, bo to jeszcze nie byłoby nic strasznego, ale może zaszkodzić i zamiast działać antystarzeniowo, to niszczyć skórę. Produkt LIQ CC jest bezbarwny, więc możemy kontrolować świeżość.

Skład:




Na początku stosowania i gdy moja skóra była bardziej podrażniona odczuwałam lekkie szczypanie. Nie był to duży dyskomfort, tylko tylko, że było to odczuwalne. Konsystencja jest wodnista, lekko klejąca się, ale to uczucie dość szybko znika.

Uwielbiam kosmetyki z witaminą C, bo widzę po nich wyraźne efekty. Żaden kosmetyk nie usunie zmarszczek, a zapobieganie im nie jest rezultatem, który od razu widzimy. Za to poprawa kolorytu i rozświetlenie cery, to zdecydowanie widoczne rzeczy, a takie efekty, oczywiście nie tylko je, zapewnia właśnie witamina C. Po regularnym stosowaniu skóra była wyraźnie rozjaśniona. Przebarwienia po jakiś niespodziankach znikały szybciej i ogólnie cera wyglądała bardziej zdrowo i świeżo. Bardzo polecam wypróbować to serum. Na opakowaniu możemy przeczytać, że jest świetna bazą pod makijaż i zgadzam się w tym w zupełności. Nie ma problemu z rozprowadzaniem po użyciu serum podkładu, wręcz przeciwnie, skóra jest fajnie wygładzona. Do tego serum dobrze dogaduje się z kremem z filtrem, ponieważ nie obciąża sam  skóry, więc nie sprawia, że całość wydaje się być bardziej ciężka.

Lubicie kosmetyki z witaminą C?


16 kwietnia 2019

Lily Lolo Naturalny krem nawilżający na dzień Hydrate Day Cream

Hej Dziewczyny :)

Od jakiegoś czasu marka Lily Lolo ma w swojej ofercie nie tylko kosmetyki naturalne do makijażu, ale także pielęgnacyjne. Ja skusiłam się na przetestowanie kremu na dzień 


Krem ma piękne luksusowo wyglądające opakowanie, uwielbiam połączenie srebra i czerni. Bardzo lubię pompki, w kremach do twarzy, bo to najbardziej higieniczny sposób. Wiadomo, że i tak nie nakładam kremu brudnymi rękoma, wiec nie wkładałabym do słoiczka super brudnych palców, ale z drugiej strony ręce po prostu myję, a nie dezynfekuję, więc chcąc nie chcąc zawsze coś tam bym dokładała, dlatego pompki górą :D 


Opakowanie kremu Lily Lolo to nie zwykła pompka, ale typ airless, czyli maksymalnie ogranicza dostęp powietrza do produktu, co jest oczywiście ogromnym plusem, bo mamy maksymalnie ograniczone psucie się kremu, ale również, co też jest ważne pozwala na zużycie kosmetyku do ostatniej kropelki. Bo jednak w przypadku zwykłych pompek i słoiczków, to słoiczki mają tę przewagę, że zużywa się cały produkt, a przy pompce bywa to utrudnione. Jest to nie tylko po prostu nieopłacalne, bo dlaczego mamy wyrzucać część czegoś, co kupimy, ale też nieekologiczne, bo częściej musimy kupić nowy produkt, bo marnujemy jakąś ilość. Na zużycie kremu mamy aż 12 miesięcy, o czym informuje nas symbol otwartego słoiczka na opakowaniu. 

Skład:


Krem Lily  Lolo jest praktycznie bezzapachowy. Lekka woń, którą da się wyczuć wąchając produkt, to taki typowy zapach dla kosmetyków bezzapachowych, wiecie o co mi chodzi :D Krem szybko się wchłania i jest bardzo leciutki. Przeznaczony jest do cery normalnej, ja mam skórę bardziej w kierunku suchej, ale lubię lekkie kremy na dzień, bo zawsze stosuję od wiosny (zimą czasem go pomijam) dodatkowo na to krem z filtrem, więc baza nie może być zbyt tłusta, bo inaczej wszystko by się zważyło i zaczęło żyć własnym życiem.

Krem dogaduje się z filtrem bardzo dobrze. Czasami nakładałam go też na noc, gdy chciałam dać dodatkowo jakiś tłustszy olejek, żeby nie przedobrzyć z tłustością i też sprawdzał się idealnie. Myślę, że jest na tyle lekki i nieobciążający w swojej konsystencji, że mogą z niego być zadowolone też osoby z bardziej tłustą cerą, którą przecież też trzeba nawilżać.


Krem stanowi idealną bazę pod makijaż. Lekko wygładza i dobrze nawilża skórę, nie zostawia jakiegoś bardzo wyczuwalnego filmu, ale czuć, że cera jest bardziej miękka i nawilżona. Po takiej skórze podkład rozprowadza się idealnie i jest bardzo trwały. Krem nie jest tłusty, więc nie przyspiesza świecenia się skóry swoją konsystencją, ale też świetnie nawilża, więc skóra sama z siebie wyświeci się pod nim wolniej niż pod niej nawilżającym specyfikiem. Teraz dość mocno zmieniam uzywane przeze mnie podkłady, wiec ten krem nosiłam z różnymi produktami:zwykłym płynnym podkładem drogeryjnym, kremem bb Skin79 i podkładem mineralnym, z każdym z tych produktów sprawdzał się świetnie.

Jeśli szukacie lekkiego kremu na dzień, który sprawdzi się zarówno pod krem z filtrem i makijaż to zdecydowanie polecam. Ten krem i inne kosmetyki marki Lily Lolo znajdziecie w sklepie costasy.pl

Jak krem na dzień Wy teraz używacie? 

Pozdrawiam :)

.









1 kwietnia 2019

Filtr idealny? Zdecydowanie tak: Vichy Ideal Soleil SPF50


Hej Dziewczyny :)

Ostatnio mamy piękną, słoneczną pogodę i ona zainspirowała mnie w końcu do napisania wpisu o jednym z najlepszych filtrów do twarzy, jakie kiedykolwiek używałam. Jeśli szukacie idealnego kremu z filtrem, to naprawdę warto przyjrzeć się bohaterowi dzisiejszej recenzji :)

Nikogo nie trzeba już dziś przekonywać jak ważna jest ochrona przed promieniowaniem słonecznym i nakładanie kremu z filtrem. Jednak każdy, kto rozpoczyna przygodę z filtrami, przede wszystkim tymi wysokimi, nie raz przekonuje się, że znalezienie dobrego filtra nie jest proste.
Przede wszystkim ważną kwestią w doborze filtra, jest to, czy da się go nałożyć w przepisowej ilości, bo niestety należy go nakładać o wiele więcej niż zwykłego kremu i tubka 50 ml powinna być zużyta przy regularnym stosowaniu na twarz w miesiąc, a na samo ciało potrzebujemy na jeden raz 30ml, to całkiem sporo. Nawet zwykły krem nałożony w takiej ilości mógłby być nieprzyjemny. Filtry bywają jeszcze bardziej nieprzyjemne, bielą, często są tłuste, dzięki grubej warstwie lubią zapychać. Przetestowałam wiele kremów z filtrem w swoim życiu i jako, że opalam się łatwo i nigdy słońce mnie nie poparzyło, to miałam już dyskusje sama z sobą, czy wolę stosować filtry, żeby kiedyś tam w przyszłości wyglądać lepiej, a teraz bielić się nimi, kleić i chodzić w spływającym makijażu, czy jednak lepiej teraz wyglądać, jak człowiek, a potem będzie co ma być.;) Jednak udało mi się trafić na kilka produktów, które sprawiły,m że filtrowanie nie jest już dosłowna drogą przez mękę :D Dziś przedstawię Wam jeden z naprawdę filtrów idealnych w obsłudze. Vichy Ideal Solecrin SPF 50. 

 
Filtr przetestowałam w tamtym roku latem, więc moja opinia opisuje, jak sprawuje się w upały. Zimą sięgam po bardziej tłuste filtry, a przez te najbardziej „ciemne” miesiące często odpuszczam wysokie filtry i zostaję przy 15-25.

Skład:

Filtr jest opakowany w tubkę z zamknięciem na klik, szata graficzna jest pomarańczowa, jak 80% kosmetyków przeciwsłonecznych :) Jest estetycznie i wygodnie, ale nie wiem, czy zwróciłabym na niego uwagę na półce. Krem ma biały kolor i delikatny zapach, też typowy dla kosmetyków przeciwsłonecznych. Wydaje się być białawy na skórze przy rozsmarowywaniu, ale po chwili ten efekt znika. Nawet przy nakładaniu przepisowej ilości nie bieli i co najważniejsze spełnia obietnicę producenta o matowym wykończeniu. Wchłania się naprawdę do matu i stanowi dzięki temu świetną bazę pod makijaż, nie tylko, gdy chcemy po prostu jakoś wyglądać, ale nawet gdy zależy nam na idealnej trwałości makijażu i bardzo dobrym wyglądzie. Idealny na letnią randkę. ;)

Nałożony do oka piecze, ale nie jest to krem do oczu. ;) Pod oczy go nakładam i nie podrażnia. Sam z siebie nie ma skłonności do migrowania, więc po prostu należy go nakładać ostrożnie i jeśli nakładamy na niego korektor, to lepiej robić to palcem, bo wtedy jest większa kontrola i nie przeniesiemy go niechcący na gąbeczce zbyt blisko oka, należy też uważać przy demakijażu.


Krem nie zapycha, a moja cera ma do tego skłonności.


Cena też nie jest wygórowana, bo w internecie za krem zapłacimy mniej niż 50zł. Nie jest to może aż tak ważne, przy dobrej jakości produktu, ale jakby nie było zużywa się go sporo naraz, więc wyższa cena mogłaby być odczuwalna.




Naprawdę polecam ten krem z filtrem i chociaż nie robiłam mojej listy top kosmetyków z ubiegłego roku, po które będę dalej sięgała, to na pewno znalazłby się w 3 najlepszych. Czy to filtr idealny? Dla mnie tak, na pewno na lato. Posiadaczki bardziej tłustej cery docenia go pewnie także w inne miesiące. 

Znacie/lubicie ten krem z filtrem? Jaki filtr jest waszym ulubionym?

24 marca 2019

Evree Revita Perilla krem do twarzy




Hej Dziewczyny

Po markę Evree sięgnęłam dosć późno, gdy już jej popularność na blogach zaczęła spadać. Zużyłam jednak kilka rzeczy i większość się u mnie świetnie sprawdziła. Tak samo polubiłam krem Revita Perilla. Nie potrzebuje efektu liftingującego (jeszcze :D), jednak nie do końca patrzę na takie kategorie, mam suchą cerę i lubi się ona z bardziej odżywczymi kremami.Cena kremu też jest zachęcająca, bo kosztował wokoło 10 zł w sklepie internetowym.


Krem Evree znajduje się w prostym szklanym słoiczku z białą zakrętką. Bardzo polubiłam konsystencje kremu. Jest ona jakby piankowa, czy musowa. Bardzo przyjemnie rozprowadza się na skórze. Ja ogólnie lubię tłuste kremy. Ten nie jest tak typowo tłusty, ale też pomimo że wchłania się szybko, to nie znika błyskawicznie ze skóry, tylko pozostawia na niej taką nietłustą warstewkę.


Używałam go na noc, czasami na dzień i na mojej cerze sprawdzał się nawet pod makijaż.
Pachnie świeżo. Zapach nie jest bardzo intensywny i raczej dość uniwersalny, każdemu powinien przypaść do gustu.




Krem działa bardzo skutecznie, dobrze nawilża i widocznie odżywia skórę. Nakładałam sporą warstewkę, bo tak lubię, więc był przeciętnie wydajny. Nie zauważyłam, żeby zapychał skórę.

Ogólnie sprawdził się u mnie świetnie i chociaż rzadko wracam do jakiś kosmetyków, to na ten krem na pewno skuszę się jeszcze ponownie.

Znacie/lubicie kremy Evree?

9 marca 2019

Od nienawiści do miłości Lip Balm Mojito


Hej Dziewczyny :)

Lubię naturalne produkty, zwłaszcza do pielęgnacji ust, bo chcąc nie chcąc większość tego kosmetyku zjadam. Dlatego wolę jeść coś co na pewno mi nie zaszkodzi. :D Gdy balsam do ust Mojito trafił w moje ręce wiązałam z nim spore nadzieje.

Ogólnie opakowanie prezentuje się bardzo uroczo. Lubię takie metalowe słoiczki, mają w sobie coś, co zawsze mi się podobało. Zapach produktu też jest bardzo przyjemny jednocześnie świeży i słodkawy. Bardzo smakowity, nie czuć żadnego chemicznego posmaku, który w kosmetykach do ciała da się znieść, ale na ustach drażni.



Masło jest bardzo gęste i twarde. Myślę, że jakby miało konsystencję sztyftu, to też by się trzymało w całości. Ja mam prawie zawsze zimne dłonie, mam i już, taki mój urok. :D Masło zaczęłam testować zimą i po prostu powiedziałam mu wielkie nie. Miałam zbyt zimne dłonie i nie chciało się rozpuszczać. Musiałam wydrapywać je paznokciem i dopiero rozpuszczać na ustach. Ogólnie niefajnie, nieestetycznie i denerwująco. Stwierdziłam, że jest za twarde na takie opakowanie i dałam sobie z nim spokój. Jednak nie wyrzuciłam do kosza, tylko sięgnęłam po nie latem. Wtedy już dogadaliśmy się znacznie lepiej. Masło dało się łatwiej nabierać, a okazało się, że działanie pielęgnujące ma naprawdę świetne. To jeden z tych produktów, który nie musimy używać regularnie, aby usta były w dobrym stanie, chociaż powinnyśmy tak robić. Jednak jeśli na co dzień używałyśmy przez kilka dni pod rząd lekko wysuszającą szminkę, odpuściłyśmy pielęgnację i dopiero konkretnie spierzchnięte wargi przypominają nam o konieczności ich nawilżenia, to właśnie ten produkt po kilku użyciach jednego wieczoru wyprowadzi je na prostą. :D Naprawdę najpierw odejdą suche skórki, usta zostaną nawilżone i odżywione, i po jeszcze grubszej warstewce na noc rano są idealne. Poza tym ze względu na słoiczkowe opakowanie balsam nadaje się ogólnie jako produkt do suchych miejsc, jak kolana czy łokcie, świetnie radzi sobie też z podrażnioną skórą na nosie od kataru, a dość świeży zapach działa wtedy całkiem odświeżająco. Także zdecydowanie polecałabym go nawet teraz w tym celu, gdy zacznie się sezon wiosennych przeziębień pod tytułem, bo wydawało się cieplej i założyłam za cienki płaszcz :D


Naprawdę dobry i uniwersalny produkt, zdecydowanie polecam, nawet jeśli wolicie sztyfty, to zawsze może być takim domowym produktem.

Znacie/lubicie ten produkt? Sięgacie po produkty do ust w słoiczkach,m czy jednak wolicie sztyfty? 

Pozdrawiam :)

8 lutego 2019

Dwufazowy płyn do demakijażu AUBE


Hej Dziewczyny :)

Preparaty do demakijażu zużywają się chyba najszybciej, zaraz za płynami do kąpieli i szamponami. Dlatego często pojawiają się na blogach. Marka AUBE nie jest jednak chyba zbyt popularna. Kiedyś była w ShinyBoxie i w moim pudełeczku znalazł się dwufazowy płyn do demakijażu. Sporo przeleżał u mnie w zapasach i dopiero kończąca się data ważności zmotywowała mnie do sięgnięcia po niego.

Jak na płyn do demakijażu nie jest najtańszy, 100 ml kosztuje około 30 zł.




Zamknięcie „press”, które występuje w produkcie, jest bardzo wygodnym rozwiązaniem. Zresztą wszystko poza uciekającą zakrętką jest. ;)

Szata graficzna płynu jest bardzo elegancka, wyróżnia produkt i nadaje mu bardziej luksusowy wygląd. Jest to produkt dwufazowy, przed użyciem musimy go wstrząsnąć. Jako, że buteleczka nie jest przezroczysta, to nie widziałam, czy fazy łatwo się mieszają, ale ponieważ do samego końca buteleczki produkt zmywał makijaż, to zakładam, że nie ma z tym problemu.
Produkt jest praktycznie bezzapachowy.
Świetnie radzi sobie nawet z mocnym makijażem oczu. Pozostawia na skórze jednak wyczuwalną tłustą warstewkę. Mi osobiście to zupełnie nie przeszkadza. Wolę to niż gdyby miał np. wysuszać. Ze względu na to, że skutecznie działa, to jest bardzo wydajny. Na jeden demakijaż wystarczają dwa waciki. 


Zdecydowanie jest wart polecenia, zwłaszcza jeżeli lubicie cięższy makijaż, czy wodoodporny tusz.

Znacie markę AUBE , używałyście coś z niej?

24 stycznia 2019

HIT: Bielenda Rose Care Dwufazowy Płyn Micelarny Różany do cery wrażliwej


Hej Dziewczyny :)


Markę Bielenda całkiem lubię, więc dość często gości na blogu. Tym razem sięgnęłam po płyn dwufazowy do demakijażu. Mam pojemność 500ml i myślałam, że mam po prostu większą opcję, ale teraz szukałam mniejszej w necie i nie znalazłam. Ja często kupuję kosmetyki na zapas i nie pamiętam za bardzo gdzie i za ile, ale ogólnie płyn ten możecie odstać za mniej niż 15 zł za te 500 ml, czyli jak najbardziej się opłaca.




Płyn ma szatę graficzną pasująca do nazwy, czyli są różyczki, jest delikatnie i dziewczęco. Podoba mi się, chociaż niczym szczególnym się nie wyróżnia. Zamkniecie na klik jest bardzo wygodne. Pachnie naprawdę minimalistycznie i nie wyczuwam w nim żadnego zapachu róż. To dobrze lubię pachnące kosmetyki do ciała, ale do twarzy im mniej zbędnych dodatków tym lepiej.
Kiedyś nie cierpiałam dwufazowych kosmetyków, bo na początku trafiłam na kilka kiepskich. Fazy nie chciały się mieszać i oddzielały zanim wylałam na wacik w efekcie jedna zużywała się szybciej i reszta nadawała się tylko do wylania. Tutaj nie ma żadnych takich problemów. Fazy mieszają się błyskawicznie, po trzykrotnym potrząśnięciu buteleczką, nie rozdzielają się zbyt szybko i płyn zużyłam do samego końca.


Działanie oceniam jako bardzo dobre. Lubię intensywny makijaż oczu, więc dla mnie płyn do demakijażu musi sobie przede wszystkim radzić z cieniami, tuszem i korektorem. Całą twarz i tak poprawiam pianką i wodą, bo czułabym się niedoczyszczona, bez względu na właściwości i działanie płynu. Kosmetyk Bielendy radzi sobie z demakijażem oczu idealnie. Rozpuszcza kosmetyki bez najmniejszego tarcia. Nie podrażnia, nawet jeśli niechcący dostanie się do oka. Wg obietnic producenta nie pozastawia tłustej warstwy i nie wysusza. Na pewno nie wysusza, co bardzo doceniam. Jeśli chodzi o tłustą warstwę, to jest ona zdecydowanie mniejsza niż w większości preparatów tego typu, ale jest różnica pomiędzy tym płynem, a zwykłym micelem. Jednak ta warstewka nie jest irytująca, czy mocno wyczuwalna, być może to właśnie ona jest odpowiedzialna, za brak wysuszania skóry.




Ze względu na dobre działanie płyn jest bardzo wydajny, bo nie potrzeba 5 wacików, żeby zmyć makijaż. Naprawdę, jeśli szukacie dobrego płynu micelarnego dwufazowego, lub po prostu skutecznego preparatu do demakijażu, to mogę go polecić.


Jaki preparat do demakijażu Wy ostatnio polubiłyście? 

Pozdrawiam :)

20 grudnia 2018

Bielenda Nawilżający Krem Różany


Hej Dziewczyny :)

Nie raz już pisałam, że bardzo lubię kosmetyki marki Bielenda. Świetnie się u mnie sprawdzają i mają bardzo przystępną cenę. Tym razem sięgnęłam po krem różany tej marki. Krem nadaje się do stosowania rano i wieczorem. Ja jednak używałam go tylko na noc, bo na dzień nakładałam krem z spf50, a moja cera, gdy ma dobą nocną pielęgnację, to nie potrzebuje dodatkowego kremu nawilżającego pod filtr na dzień.




Krem ma biały kolor i bardzo lekką, prawie żelową konsystencję. Ja nie mam nic przeciwko bardzo tłustym i ciężkim kremom, bo je również lubię, ale taki lekki krem, jest bardzo przyjemny w „obsłudze”. Zapach jest bardzo delikatny, prawie nie wyczuwalny. Na początku wyczuwałam trochę różę, ale z czasem się po prostu przyzwyczaiłam i zaczął mi się wydawać prawie bezzapachowy. Także spodoba się zarówno fankom róży w kosmetykach, jak i osobom nie lubiących zbyt mocno perfumowanych produktów. Opakowanie standardowe szklany słoiczek. Przyjemna dla oka różowa lekka szata graficzna, wyróżnia produkt na półce w sklepie. 


Kosmetyk błyskawicznie się wchłania i nie obciąża cery. Ze względu na lekką konsystencje i silikon w składzie stanowi dobrą bazę pod makijaż, chociaż ja stosowałam go głównie na noc. Moja skóra jest skłonna do przesuszeń, ale pomimo swojej lekkości krem nawilżał ją na tyle skutecznie, że na dzień wystarczył mi sam krem z filtrem. 


Kosmetyk nie zapycha skóry, ani nie powoduje powstawania niedoskonałości. Tak było u mnie, jeśli Wasza skóra źle toleruje silikony w kremach, to może być inaczej, chociaż to akurat łatwo zmywalny silikon. Krem pozostawia skórę miękką i idealnie nawilżoną. Przeznaczony jest dla cery wrażliwej i rzeczywiście jest bardzo delikatny nie podrażnia nawet podrażnionej już czymś innym skóry, jak np. w przypadku kataru, czy po kwasowym peelingu

Marka Bielenda kolejny raz mnie nie zawiodła. 
Znacie/lubicie ten krem?

21 listopada 2018

Garnier płyn micelarny 3w1 skóra wrażliwa



Hej Dziewczyny :)

Po płyn micelarny Garnier sięgnęłam dość późno, kiedy już chyba wszyscy zdążyli go przetestować, ale jakoś tak było mi nie po drodze do tej marki. Użyłam go w końcu, gdy kupiłam miniaturkę 125ml w zestawie z maskarą.

Ja płynów micelarnych używam zarówno wieczorem do zmycia makijażu, głównie zależy mi przy tym na delikatnym usunięciu makijażu oczu, bo twarz i tak muszę poprawić wodą i żelem. Nawet jeśli micel usunie wszystko idealnie, to jednak musi być dla mnie woda, nawet ze względów psychicznych, żebym się czuła umyta. :D Stosuję też micele rano,tym razem zamiast mycia wodą, do delikatnego oczyszczenia skóry i usunięcia resztek nocnej pielęgnacji, sebum i zanieczyszczeń.

Micel jest bezzapachowy, o charakterystycznym zapachu kosmetyków bezzapachwych. ;)





Płyn wg producenta ma za zadanie usuwać makijaż, oczyszczać i koić.
Usuwa makijaż bardzo dobrze, tak, jak pisałam nie zależało mi na dokładnym zmyciu podkładu, bo to i tak robię czymś innym i w ten sposób go nie testowałam, ale miał wyżej postawioną poprzeczkę, idealny płyn dla mnie musi dobrze zmywać makijaż oka, bez najmniejszego tarcia. Biorąc pod uwagę, że lubię mocniejszy makijaż oka i czasem mój dzienny makijaż, to pewnie kogoś innego wieczorowy, to nie miał łatwego zadania. Jednak nie poległ i sprawdził się świetnie. Przyłożony na kilka sekund świetnie rozpuszcza maskarę i cienie. Pozwala na bardzo delikatne usuniecie makijażu, bez rozciągania czy drażnienia skóry. Z porannym oczyszczaniem tez radzi sobie dobrze, bo w trakcie jego używania nie zaobserwowałam pogorszenia stanu cery, czyli była idealnie oczyszczona również rano. Co do 3 obietnicy o kojącym działaniu, to na pewno mogę powiedzieć, że płyn mnie nie podrażniał. Na płatek kosmetyczny zawsze wylewam solidne ilości płynu (ta moja fobia przed rozciąganiem skóry pod oczami) i nie raz kosmetyk znalazł się nie tylko na mojej powiece, ale także w moim oku. Nie powoduje pieczenia, ani widzenia przez mgłę. Jestem alergiczką i zdarza mi się mieć podrażnioną skórę wokół oczu, w przypadku zaostrzenia alergii, w takich przypadkach również nie pogarszał stanu skóry i nie zaogniał podrażnień. Płyn jest naprawdę dobry i zdecydowanie przyłączam się do jego fanek i osób polecających go.

Znacie/lubicie ten płyn?



8 listopada 2018

Blistex MedPlus kontra Blistex Orange Mango Blast




Hej Dziewczyny :)

Jako, że już na dobre rozpoczęła się jesień, rozpoczął się już sezon pomadek ochronnych. O ile latem można używać prawie czegokolwiek, co jakoś w miarę nawilży, tak teraz w grę wchodzą tylko naprawdę dobre produkty.
Miałam kiedyś Blistex Intense i w barwiącej wersji, działały na tyle ok, że skusiłam się na kolejny, a że była promocja to stałam się posiadaczką dwóch wersji MedPlus i Orange Mango Blast. 



Obie wersje są na ustach bezbarwne. Nie błyszczą się też bardzo mocno, więc nadadzą się również do używania dla mężczyzn. Żeby było ciekawiej wersja Med ma pomarańczowy sztyft, a pomarańczowa prawie biały. ;) Wersja MedPlus, pachnie bardzo „medycznie” chociaż to nie typowy zapach apteki, a chłodny mentol. Nie jestem fanką chłodzącego efektu na ustach, ale jest on wyczuwalny tylko przez moment. Pomadka działa bardzo dobrze. Nawilża i schroni usta, ale również potrafi zregenerować skórę warg, po jakiejś bardzo wysuszającej matowej pomadce, czy po prostu po odpuszczeniu sobie przez jakiś czas ich większej pielęgnacji.




Wersja pomarańczowa, pachnie bardzo intensywnie, o wiele intensywniej od wersji MedPlus. Najpierw zapach mi się podobał, to taka trochę chemiczna pomarańcza, jak w landrynkach, ale po jakimś czasie zaczął męczyć i ta chemiczna woń przewyższała nad innymi. Testowałam pomadkę tylko na sobie, więc to może być cecha bardzo indywidualna, jednak mam wrażeniem, że ta wersja jest dużo słabsza od „medycznej”. Bardziej nadaje się jako ochronne cokolwiek przy niewymagających warunkach, jeśli polubimy zapach, niż naprawdę regenerująca pomadka. 


Wersję MedPlus mogę zdecydowanie polecić, bo jest to dobrze regenerująca pomadka w przyzwoitej cenie. Moja wersja pomarańczowa wylądowała po zużyciu jakiś 20% w koszu, więc pomimo tego, że czasami lubię takie słodkie zapachy w kosmetykach, to wiem, że więcej po nią nie sięgnę i jeśli jeszcze kiedyś skuszę się na Blistex to właśnie na wersję MedPlus, bo jednak nie bez powodu jest „medyczna” i naprawdę u mnie sprawdziła się lepiej niż inne. 

Jakie pomadki nawilżające aktualnie używacie?

8 października 2018

VipCosmetics RoyalCollection Eye contour serum żel



Hej Dziewczyny :)

Z marką VipCosmetics zetknęłam się pierwszy raz dzięki boxowi kosmetycznemu. Nigdy wcześniej i przyznam, że też nigdy potem nie zauważyłam nigdzie ich kosmetyków.

Ja ogólnie preferuję bardziej tłuste i wręcz ciężkie kremy pod oczy, bo moja skóra ma tendencje do wysuszania i staram się ją jak najlepiej nawilżać i natłuszczać.
Ten produkt ma lekką konsystencję przezroczystego żelu. Od razu skojarzył mi się ze świetlikowym żelem pod oczy z Ziaji, który był moim i pewnie wielu innych osób pierwszym kremem pod oczy.

Jako jedyny krem pod oczy sprawdzi się tylko w przypadku bardzo młodej skóry, bo nie jest to produkt silnie nawilżający. Jednak świetnie sprawdza się jako produkt pod makijaż rano i wieczorem pod treściwszy krem.

Produkt ma bardzo ładny i treściwy skład. Zawiera mnóstwo ekstraktów i kofeinę, która zmniejsza obrzęki. Przyznam, że skład zachęcił mnie do dokładniejszego przyjrzenia się marce.


\Kosmetyk znajduje się w typowej dla kremów pod oczy, a będącej wygodnym rozwiązaniem tubce, z odpowiednio cienkim dzióbkiem. 


Polubiłam ten produkt, zmniejsza poranną opuchliznę i delikatnie rozjaśnia cienie pod oczami. Polecam, może niekoniecznie jako nawilżający kosmetyk, ale jako dodatek do pielęgnacji okolic oczu, jak najbardziej się sprawdza.

Znacie jakieś produkty VipCosmetics?

link

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Follow this blog with bloglovin

Follow on Bloglovin