23 kwietnia 2019

LIQ CC Serum Light 15% witaminy C




Hej Dziewczyny :)


Produkty z witaminą C, to ten rodzaj kosmetyków, po które sięgam chyba najregularniej. Uwielbiam efekty jakie dają i chociaż najczęściej sięgam po serum Avy, to czasami robię wyjątek. Tym razem mój wybór padł na produkt LIQ CC Serum Light 15% witaminy C

Szata graficzna kartonika jest bardzo lekka i dziewczęca. Wszelkie informacje, takie jak skład i obietnice producenta znajdziemy na boku opakowania.
Kartonik jest lekko tępy i gumowy w dotyku, co na pewno dodaje wrażenia luksusowego kosmetyku. Cena na szczęście jest przystępna


Butelka z pipetką jest najlepszym rozwiązaniem. Ciemne szkło idealnie chroni produkt przed promieniami słonecznymi, a pipetka jest z przezroczystego szkła, co jest bardzo istotne. Ostatnio czytałam, że dobrze, jeśli można zobaczyć kolor kosmetyku z witaminą C, czyli jeśli nie jest on barwiony, bo jeśli produkt zmieni kolor i utleni się to nie można go używać. Nie tylko nie zadziała, bo to jeszcze nie byłoby nic strasznego, ale może zaszkodzić i zamiast działać antystarzeniowo, to niszczyć skórę. Produkt LIQ CC jest bezbarwny, więc możemy kontrolować świeżość.

Skład:




Na początku stosowania i gdy moja skóra była bardziej podrażniona odczuwałam lekkie szczypanie. Nie był to duży dyskomfort, tylko tylko, że było to odczuwalne. Konsystencja jest wodnista, lekko klejąca się, ale to uczucie dość szybko znika.

Uwielbiam kosmetyki z witaminą C, bo widzę po nich wyraźne efekty. Żaden kosmetyk nie usunie zmarszczek, a zapobieganie im nie jest rezultatem, który od razu widzimy. Za to poprawa kolorytu i rozświetlenie cery, to zdecydowanie widoczne rzeczy, a takie efekty, oczywiście nie tylko je, zapewnia właśnie witamina C. Po regularnym stosowaniu skóra była wyraźnie rozjaśniona. Przebarwienia po jakiś niespodziankach znikały szybciej i ogólnie cera wyglądała bardziej zdrowo i świeżo. Bardzo polecam wypróbować to serum. Na opakowaniu możemy przeczytać, że jest świetna bazą pod makijaż i zgadzam się w tym w zupełności. Nie ma problemu z rozprowadzaniem po użyciu serum podkładu, wręcz przeciwnie, skóra jest fajnie wygładzona. Do tego serum dobrze dogaduje się z kremem z filtrem, ponieważ nie obciąża sam  skóry, więc nie sprawia, że całość wydaje się być bardziej ciężka.

Lubicie kosmetyki z witaminą C?


21 kwietnia 2019

Yankee Candle White Gardenia



Hej Dziewczyny :)


Jeśli chodzi o zapachy wosków to jestem prosta kobieta, jak pachnie słodko i jadalnie to już mi się podoba. :D Do innych zapachów podchodzę ostrożniej, ale White Gardenia kompletnie skradła moje serce. To zapach białych kwiatów, czysty, wręcz świeży, chłodny i niesamowicie intensywny. To woskowy killer, który się kocha, albo nienawidzi, ja go uwielbiam. To ten typ zapachu, który upachni całe mieszkanie, a i pewnie będzie go czuć na klatce schodowej i u sąsiadów. Oczywiście można go szybciej zgasić, palić krócej i nie będzie tak intensywnie. 



Zapach ten kojarzy mi się z perfumami Versace Medusa i niedostępnymi już Avonowymi Flower by Cynthia Rowley, oba to zdecydowana dominacja białych kwiatów tak jak w wosku White Gardenia. Czuję w nim nie tylko gardenię, ale po prostu białe kwiaty: gardenia, lilie, biały bez. Nie są to delikatne polne kwiatki, tylko elegancki bukiet.Jeśli lubicie białe kwiaty, to bierzcie go w ciemno, jeśli niekoniecznie, to warto powąchać przed wyborem.

Ten wosk i inne kupicie w sklepie goodies.pl klik



20 kwietnia 2019

MakeUp Revolution Paletka Beautiful Darkness


Hej Dziewczyny :)

Chciałabym napisać, że niedawno pojawiła, ale czas pędzi szybko i trochę czasu od pojawienia się na rynku Halloweenowej palety Beautiful Darkness Makeup Revolution już minęło. Paleta jest jednak dość uniwersalna, więc nadaje się nie tylko na halloweenowy look. 



Przyznam, że szata graficzna kartonika mnie urzekła. Mam słabość do takich mrocznych , nawet jeśli troszkę kiczowatych obrazków i paletka kojarzy mi się trochę z okładką książki. Sama paletka jest już bez obrazków. Jest dość ciężka, solidnie wykonana i zawiera duże lusterko. Ja lubię paletki z lusterkami, chociaż nie jest to dla mnie niezbędna rzecz w paletce. 




Same cienie są różnej wielkości. Największe mamy jasne maty, co oczywiście ma sens, bo te zużywają się najszybciej, bo przydają się w każdym makijażu. Kolory matowe się lekko osypują, ale nie bardziej niż zazwyczaj cienie tej marki i ogólnie współpracuje się z nimi łatwo. Cienie metaliczne są bardziej kremowe. Paletka pasuje zarówno do bardziej dziennego, jak i mroczniejszego, wieczorowego makijażu. Dwa największe matowe kolory to Apparation-szarawy beż i Spirit-bardzo jasny kremowy odcień, który też nadaje się do utrwalenia korektora pod okiem zamiast pudru. 


 Swatche robione na zewnątrz, w powiększeniu


Potem mamy już mniejsze kosteczki. 
Deamon-piękny matowy odcień zgaszonej, ciemnej czerwieni. Bardzo intensywnie napigmentowany. Possesed- średnio ciemny matowy brąz, ot kolor zwyczajny, ale niezbędny. 
Nightmare-odcień takiej zgaszonej jesiennej żółci złamanej oliwką. Matowy i dobrze napigmentowany. 
Tainted-matowa, intensywna czerń. Tu opinie, jak zawsze są podzielone, ale ja lubię paletki z czernią, bo mogą zastąpić eyeliner, czy nadać głębi innym kolorom. 
Poison- piękny zielono-czerwony duochrom. Na pewno zachwyci wiele osób. Mi też się podoba na swatchu i mogłabym go nosić rozblendowany na dłoni, żeby podziwiać, niestety na oku u mnie odcienie tego typu zawsze wyglądają jak siniak, więc dla mnie ten odcień to tylko opcja na halloween. :D
 Sinister-ciemny matowy brąz-piękny kolor. 
Dead Rose-metaliczna czerwień- nie sądziłam, że aż tak polubię ten odcień, ale jest śliczny. Corrupted-metaliczne, dobrze napigmentowane żółte złoto. 
Torment-metaliczna, ciemna, głęboka zieleń, trochę wpadająca w morski kolor, piękny, oryginalny odcień jeden z moich najbardziej ulubionych z całej paletki.

Ogólnie zawsze polecam paletki tej marki. Są tanie, łatwo dostępne i wśród swojej półki cenowej jedne z najlepszych. Nie jest to jakość najlepszych cieni na rynku, ale spokojnie dają radę o dobrze się z nimi współpracuje. Mam sporo palet Makeup Revolution i naprawdę trzymają równy, dobry poziom, a tańsze wersje ich paletek, jak dla mnie bardziej różnią się jakością opakowania, lusterkiem, a nie jakością cieni, która jest równie dobra.




Jak Wam się podoba ta paletka?

Pozdrawiam :)

18 kwietnia 2019

Najpiękniejsze mydło? Oto ono: Horfes Aqua Baltic Amber





Hej Dziewczyny :)

Nie sądziłam, że jakieś mydło nazwę kiedyś najpiękniejszym, ale tu nie mam wątpliwości. Mydełko nie tylko na zdjęciach, ale również na żywo wygląda jakby było podświetlane.
Taka słoneczna bursztynowa połowa kuli. Dotąd zachwycały mnie zazwyczaj mydełka babeczki itp, ale to jest urocze w swojej prostocie.


Mydło nie ma intensywnego zapachu, powiedziałabym, że jest praktycznie bezzapachowe, co może być plusem jak i minusem. Ja przyznam, że takie ładne mydełka lubię mocno zapachowe, ale to już indywidualna preferencja.



Zużyłam je do mycia rąk. Sprawdziło się dobrze, Nie tylko ślicznie wyglądało na mydelniczce, ale również nie podrażniało i nie wysuszało skóry. To co doceniam, to też to, że nie rozmięka łatwo, a ja często myję ręce, więc zazwyczaj nie ma czasu porządnie wyschnąć przed ponownym zamoczeniem. Nic nie jest równie irytujące niż rozmiękające mydło, które potem trudno zmyć z rąk. Ja ogólnie uwielbiam mydła w ostkach, a nie płynie jednak muszą być odpowiednio trwałe i twarde.


Ja swoje mydełko znalazłam w boxie kosmetycznym. Nie wiem, czy dla siebie kupię je ponownie, ale myślę, że jest tak piękne, że może stanowić idealny dodatek do jakiegoś prezentu dla koleżanki, mamy czy siostry. Jako właśnie coś takiego zdecydowanie warto je polecić, bo wygląda naprawdę uroczo.


Jak Wam się podoba to mydełko? 

Pozdrawiam :)

16 kwietnia 2019

Lily Lolo Naturalny krem nawilżający na dzień Hydrate Day Cream

Hej Dziewczyny :)

Od jakiegoś czasu marka Lily Lolo ma w swojej ofercie nie tylko kosmetyki naturalne do makijażu, ale także pielęgnacyjne. Ja skusiłam się na przetestowanie kremu na dzień 


Krem ma piękne luksusowo wyglądające opakowanie, uwielbiam połączenie srebra i czerni. Bardzo lubię pompki, w kremach do twarzy, bo to najbardziej higieniczny sposób. Wiadomo, że i tak nie nakładam kremu brudnymi rękoma, wiec nie wkładałabym do słoiczka super brudnych palców, ale z drugiej strony ręce po prostu myję, a nie dezynfekuję, więc chcąc nie chcąc zawsze coś tam bym dokładała, dlatego pompki górą :D 


Opakowanie kremu Lily Lolo to nie zwykła pompka, ale typ airless, czyli maksymalnie ogranicza dostęp powietrza do produktu, co jest oczywiście ogromnym plusem, bo mamy maksymalnie ograniczone psucie się kremu, ale również, co też jest ważne pozwala na zużycie kosmetyku do ostatniej kropelki. Bo jednak w przypadku zwykłych pompek i słoiczków, to słoiczki mają tę przewagę, że zużywa się cały produkt, a przy pompce bywa to utrudnione. Jest to nie tylko po prostu nieopłacalne, bo dlaczego mamy wyrzucać część czegoś, co kupimy, ale też nieekologiczne, bo częściej musimy kupić nowy produkt, bo marnujemy jakąś ilość. Na zużycie kremu mamy aż 12 miesięcy, o czym informuje nas symbol otwartego słoiczka na opakowaniu. 

Skład:


Krem Lily  Lolo jest praktycznie bezzapachowy. Lekka woń, którą da się wyczuć wąchając produkt, to taki typowy zapach dla kosmetyków bezzapachowych, wiecie o co mi chodzi :D Krem szybko się wchłania i jest bardzo leciutki. Przeznaczony jest do cery normalnej, ja mam skórę bardziej w kierunku suchej, ale lubię lekkie kremy na dzień, bo zawsze stosuję od wiosny (zimą czasem go pomijam) dodatkowo na to krem z filtrem, więc baza nie może być zbyt tłusta, bo inaczej wszystko by się zważyło i zaczęło żyć własnym życiem.

Krem dogaduje się z filtrem bardzo dobrze. Czasami nakładałam go też na noc, gdy chciałam dać dodatkowo jakiś tłustszy olejek, żeby nie przedobrzyć z tłustością i też sprawdzał się idealnie. Myślę, że jest na tyle lekki i nieobciążający w swojej konsystencji, że mogą z niego być zadowolone też osoby z bardziej tłustą cerą, którą przecież też trzeba nawilżać.


Krem stanowi idealną bazę pod makijaż. Lekko wygładza i dobrze nawilża skórę, nie zostawia jakiegoś bardzo wyczuwalnego filmu, ale czuć, że cera jest bardziej miękka i nawilżona. Po takiej skórze podkład rozprowadza się idealnie i jest bardzo trwały. Krem nie jest tłusty, więc nie przyspiesza świecenia się skóry swoją konsystencją, ale też świetnie nawilża, więc skóra sama z siebie wyświeci się pod nim wolniej niż pod niej nawilżającym specyfikiem. Teraz dość mocno zmieniam uzywane przeze mnie podkłady, wiec ten krem nosiłam z różnymi produktami:zwykłym płynnym podkładem drogeryjnym, kremem bb Skin79 i podkładem mineralnym, z każdym z tych produktów sprawdzał się świetnie.

Jeśli szukacie lekkiego kremu na dzień, który sprawdzi się zarówno pod krem z filtrem i makijaż to zdecydowanie polecam. Ten krem i inne kosmetyki marki Lily Lolo znajdziecie w sklepie costasy.pl

Jak krem na dzień Wy teraz używacie? 

Pozdrawiam :)

.









link

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Follow this blog with bloglovin

Follow on Bloglovin